Zwrot ws. zmiany selekcjonera? "Rozumiem, że jego nazwisko spadło na koniec listy"
O reprezentacji Polski, zarówno tej młodzieżowej, jak i seniorskiej, a także śmierci byłego kadrowicza, Jacka Ziobera - pisze Janusz Basałaj w kolejnym artykule ze swojego cyklu na Meczyki.pl.
Kroniki Piłkarskie Janusza Basałaja to zbiór felietonów, w których doświadczony dziennikarz Meczyki.pl komentuje bieżące wydarzenia ze świata futbolu.
Co dalej z reprezentacją?
No i po lanym poniedziałku… Porażka 2:6 młodzieżówki z Włochami, przegrana z Bośnią i Hercegowiną 0:1 reprezentacji dorosłej. Czy w związku z tym nastąpił bardzo ciężki wtorkowy poranek dla wszystkich kochających polską piłkę? Myślę, że wątpię… Nasza reprezentacyjna gromada od dawna przyzwyczaja nas do porażek, wtop, braku awansów i takiej cholernej przeciętności. Najlepiej jest przed każdym meczem. Napawamy się nazwiskami, przynależnością klubową i starymi zasługami. Czy to na młodzieżówkę czy pierwszą “reprę” zawsze patrzymy z nadzieją i trudno mierzonym optymizmem. Te zachwyty nad stylem (“nie tylko przeszkadzamy rywalom na boisku, ale sami kreujemy i prowadzimy grę”), jara nas blok obrońców z dwójką stoperów FC Porto na czele. I co z tego, że Porto, że Bednarek, że Kiwior… Kiedy starszy z nich prokuruje kolejny rzut karny w meczu reprezentacji, wzruszamy ramionami, bo to Janek “Betoniarek”. A w kadrze U-21 mdlejemy z zachwytu, bo Bright Ede przyjechał na kadrę z La Corunii, Wojciech Mońka to filar Lecha, zaś Bartosz Mazurek świetnie spisuje się w Salzburgu.
I jeszcze selekcjoner dokłada swoje, chwaląc swoich za styl, za minuty w środku boiska, ładne oskrzydlające akcje zdolnych skrzydłowych. I tak ponad rok już cieszymy się “ładną grą dla oka”, za to nie notujemy awansów, punktów i po prostu zwycięstw. Nie ma racjonalnej taktyki, mądrego ustawienia drużyny, bo chyba o to chodzi w futbolu. Po 15 miesiącach trudno się napawać minutami ładnej gry, gromieniem słabych reprezentacji i bardzo nieśmiałym wprowadzaniem młodych graczy (byle nie z ekstraklasy!) na odpowiedzialne pozycję w jedenastce narodowej. W sumie bolesny cios przyszedł przed samym meczem z BiH. Klęska naszych “Orląt” (tak kiedyś nazywano reprezentantów z drużyny młodzieżowej) z Włochami to nie tylko powód do płaczu. To także spojrzenie, że naiwna, nieuważna gra naszych obrońców w Pescarze wzbrania nas przed natychmiastowym zastąpieniem starszych kolegów - defensorów z pierwszej reprezentacji - przez ludzi Jerzego Brzęczka. Mazurek już wykreowany na następcę Piotra Zielińskiego nie może zagrać dwóch porządnych meczów z rzędu w barwach młodzieżówki. Choć musimy pamiętać, że debiut w reprezentacji młodzieżowej to Mazurek zanotował przed kilkoma dniami.
Tak więc znikąd pocieszenia i nadziei? Może i tak, a może trzeba znaleźć inne podejście do pracy z reprezentacją. Warto ciągle poszukiwać nie tylko nowych, ambitnych (niech będzie młodych) ludzi, ale spróbować wymyślić sposób gry, który pozwoli nam poradzić sobie z takimi “tuzami” europejskiej piłki jak Rumuni, Szwedzi czy Bośniacy. Proponuję, by “tiki takę” zostawić Hiszpanom, może Portugalczykom, a sami powinniśmy zagrać jednak rozważniej, niech będzie: asekuracyjnie. Jak świat światem w futbolu nie premiuje się drużyn (punkty, kwalifikacje) za styl i porywające momenty w środku boiska. Można bawić się w pięknoducha w podejściu do piłki nożnej, ale to niebezpieczna postawa…
I co teraz? Szukać nowego selekcjonera? Dać odpocząć najbardziej doświadczonemu obrońcy (no bo etat w Porto)? Rozwiązać nieustający problem z kapitanem RL9? Nie patrzeć na nazwiska znanych i doświadczonych piłkarzy, tylko szukać, ryzykować i mocno wierzyć w to, co się robi? Czy prezes Cezary Kulesza to wie? Czy oprócz szukania nowych rozwiązań personalnych na ławce, chciałby po prostu pogadać z kim trzeba, posłuchać mądrych ludzi ze środowiska piłkarskiego, a nie po raz kolejny organizować igrzyska jedynego nieustannego castingu na posadę selekcjonera? Rozumiem, że od poniedziałku na krótkiej liście prezesa nazwisko Brzęczek spadło na koniec tej listy… Choć to byłby (jakby coś…) nie najgorszy kandydat. Tak mi się przynajmniej wydaje. Ale na razie zalecam kupno popcornu i oglądanie w spokoju, co nastąpi w kolejnym odcinku reprezentacyjnej telenoweli. Oczywiście chodzi o komediodramat, no bo nie o thriller, kino akcji czy nawet może horror.
Żegnaj, Jacku
Nie żyje Jacek Ziober (61 lat). Gwiazda przełomu lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Pan piłkarz, znakomity skrzydłowy i pomocnik. Grywał dla ŁKS-u (wychowanek), Montpellier, Osasuny, Amiki i Tampa Bay. W reprezentacji Polski wystąpił 46 razy. Niestety należał do tych sportowców, którym nie było dane ,,zwycięstwo za metą”. Różne nieszczęścia, te rodzinne i zdrowotne, uprzykrzały mu lata po zakończeniu kariery. Wzięty, w swoim czasie, ekspert telewizyjny i komentator (głównie CANAL+). Kochał piłkę, znał ją i umiał o niej mówić.
Żegnaj, Jacku!