Nadchodzące
Ważne
Koniec
W trakcie
Nadchodzące

Przeklęta „siódemka” w FC Barcelonie. Philippe Coutinho kolejną ofiarą klątwy rzuconej przez Luisa Figo

Coutinho z nr 7 w Barcelonie
Źródło zdjęcia: Twitter

W historii FC Barcelony wiele numerów można nazwać wyjątkowymi ze względu na swoich legendarnych przedstawicieli. Johan Cruyff i Thierry Henry rozsławili „14”, Stoiczkow czy Iniesta dumnie prezentowali się z numerem 8, a jedni z największych piłkarzy w historii, czyli naturalnie Messi i Maradona zachwycali sympatyków „Dumy Katalonii” z „dyszką” na plecach. Jest jednak numer, który na Camp Nou stał się w ostatnich latach synonimem klęski. Przeklęty numer 7.

Jest to z pewnością dosyć nieoczekiwany paradoks, ponieważ ów liczba przypada zwykle zawodnikom o wielkiej klasie. I faktycznie, patrząc na same nazwiska można by spokojnie przyznać, że „siódemkę” w Barcelonie nosili naprawdę wielcy gracze.

Problem w tym, że historia jego posiadaczy to w ostatnich latach prawdziwe pasmo wpadek i niepowodzeń na wszelkich płaszczyznach – od zdrowotnej, przez sportową, aż po wizerunkową.

Piętno Judasza

Ciąg niefortunnych zdarzeń związanych z „siódemką” na bordowo-granatowym trykocie rozpoczął absolutny wróg nr 1 w Katalonii i okolicach, człowiek, który stał się idealnym odzwierciedleniem piłkarskiego Judasza Iskarioty – Luis Figo.

Po przybyciu do Barcelony Portugalczyk od razu stał się ulubieńcem trybun. Jego ogromna boiskowa jakość przyczyniła się do przerwania dominacji Realu Madryt i zdobycia dwóch tytułów mistrzowskich, dwóch Pucharów Hiszpanii oraz Pucharu Zdobywców Pucharów. „Blaugrana” w końcu mogła poczuć się jak równorzędny rywal stołecznego rywala, a to wszystko pod batutą Luisa Figo.

Sielankę w słońcu Katalonii okraszoną kolejnymi trofeami przerwała jedna z najbardziej zaskakujących informacji w historii futbolowych transakcji. Luis Figo, kapitan Barcelony, symbol odrodzenia klubu z Camp Nou odchodzi. I to do odwiecznego antagonisty „Dumy Katalonii” – Realu Madryt.

Ciężko sobie wyobrazić odczucia kibiców, którzy zostali dźgnięci nożem przez swojego ulubieńca prosto w serca. Ich największy ulubieniec zdradził w najmniej spodziewanym momencie, chociaż trzeba sobie jasno powiedzieć, że na informację o odejściu kapitana Barcelony do Realu po prostu nie ma dobrej chwili.

Dalsze losy tej historii również są dosyć niecodzienne. Powrót Portugalczyka na Camp Nou przyczynił się do jednego z najbardziej absurdalnych wydarzeń w historii kibicowskich wybryków.

Figo pozostawił po sobie w Barcelonie żal, niemożliwy do ukojenia ból, ale także naszego dzisiejszego bohatera – koszulkę z numerem 7. Od kilkunastu lat żaden z następców Figo nie potrafi udźwignąć presji przywdziewania trykotu naznaczonego zdradą. I choć wielu śmiałków próbowało na Camp Nou stworzyć tym razem piękną historię „siódemki”, wszyscy zawiedli. A było ich naprawdę sporo.

Niespełnione talenty

Pieniądze uzyskane ze sprzedaży Figo przeznaczono na wielu zawodników, którzy mieli wypełnić lukę po znakomitym Portugalczyku. Sprowadzono m.in. Marca Overmarsa, Gerarda Lopeza i wreszcie spadkobiercę numeru zdrajcy. Pechowcem okazał się ściągnięty z Betisu Alfonso Perez.

Ofensywny pomocnik w barwach „Verdiblancos” zdobył ponad 50 bramek na przestrzeni 5 sezonów, zatem spodziewano się, że jego kariera na Camp Nou potoczy się przynajmniej równie dobrze. Niestety dla sympatyków „Blaugrany” Hiszpan zawiódł wszelkie oczekiwania, nie potrafiąc zdobyć zaufania zarówno u Llorenca Ferrera, jak i Carlesa Rexacha.

Dwie fatalne kampanie w wykonaniu Alfonso Pereza wystarczyły, aby przekonać działaczy Barcelony do sprzedaży Hiszpana. Powrócił on do Betisu, gdzie po kilku latach zakończył karierę. Największą sławę zdobył jednak w swoim rodzinnym mieście, które znajduje się na przedmieściach Madrytu. O epizodzie hiszpańskiego pomocnika w Barcelonie trudno jednak wyrażać się w jakichkolwiek pozytywnych tonach.

Indolencja Pereza i reszty kompanów zdruzgotanych jeszcze odejściem Figo zbiegła się w czasie ze znakomitą formą Realu Madryt, który dołożył do gabloty kolejne dwa Puchary Europy. Barcelona upatrzyła sobie antidotum na rosnącą potęgę „Królewskich” w osobie Javiera Savioli. Za Argentyńczyka zapłacono niebagatelną wówczas kwotę niemal 36 mln euro.

Początkowo Saviola odpłacał się boiskową dyspozycją za trudy włożone w ściągnięcie go z River Plate. W pierwszych dwóch sezonach filigranowy Argentyńczyk zdobył ponad 40 goli i 20 asyst, co jak na zawodnika w wieku niecałych 23 lat było naprawdę dobrym wynikiem.

Problem Savioli polegał na tym, że zdobywał bramki w dosyć mało istotnych spotkaniach. Gdy trzeba było brylować w mało prestiżowych starciach Pucharu Króla Argentyńczyk nie zawodził, ale już jego postawa na arenie ligowej pozostawała wiele do życzenia. Łatka niezbyt solidnego ligowa ciągnęła się za nim niemal do końca kariery. Najlepiej o tym świadczy fakt, iż dopiero w wieku niemal emerytalnym zbliżył się do osiągnięć z Camp Nou.

A wracając do Barcelony, można by rzec, że w sumie nie ma do czego wracać. Argentyński lider zawodził, ligowi rywale coraz mocniej dystansowali „Blaugranę”, zatem postanowiono pozbyć się balastu. Po dwóch latach spędzonych na wypożyczeniach w Monaco i Sevilli Saviola odszedł z Katalonii na zasadzie wolnego transferu. Następnie obrał dosyć ciekawy kierunek - został zawodnikiem Realu Madryt.

Promyczek nadziei

„Siódemka” długo nie pozostawała wolna, ponieważ już w 2004 roku przywdział ją Henrik Larsson. 33-letni wówczas Szwed miał być substytutem dla wschodzącej gwiazdy Barcelony – Samuela Eto’o. Trzeba uczciwie przyznać, że z tej roli wychowanek BK Hogaborgs wywiązywał się bez zarzutu.

Szczególnie widoczne było to podczas finału Ligi Mistrzów w 2006 roku, gdy Larsson po wejściu z ławki walnie przyczynił się do odrobienia strat i sięgnięcia po drugi Puchar Europy w historii klubu.

Po dwóch latach spędzonych w Barcelonie, najczęściej na ławce rezerwowych, Larsson odszedł z klubu tak, jak przyszedł – na zasadzie wolnego transferu. Zapewne nikt nie przypuszczał wtedy, że to właśnie Szwed był najlepszym posiadaczem barcelońskiej „siódemki” w XXI wieku.

Nieudana misja Larsson 2.0

Spadkobiercą przeklętego numeru został Eidur Gudjohnsen, który przychodził do Barcelony z podobnymi wytycznymi. Islandczyk miał być solidnym uzupełnieniem kadry, by w razie potrzeby zastąpić jedną z wielkich ofensywnych gwiazd.

Problem w tym, że w owym okresie na Camp Nou zebrała się tak okazała konstelacja, iż Gudjohnsen, wraz z „siódemką” na plecach, niemal nie podnosił się z ławki. Ten fakt nie może nikogo dziwić, biorąc pod uwagę konkurencję, z jaką przyszło się mierzyć Islandczykowi.

Z dwunastu milionów zainwestowanych w Gudjohnsena odzyskano zaledwie dwa, a sam napastnik mógł pochwalić się tylko skromnym dorobkiem 19 bramek zdobytych w bordowo-granatowych barwach na przestrzeni trzech sezonów.

Uraz na drodze do wielkości

W 2010 r. „siódemka” przypadła zawodnikowi, który zdecydowanie nie przybywał na Camp Nou, aby pełnić rolę jokera. Ściągnięty za 40 mln euro z Valencii David Villa miał stanowić brakujący element maszyny Guardioli.

W pierwszym sezonie wszystko układało się idealnie. „El Guaje” raptownie wywalczył sobie miejsce w pierwszym składzie, nie potrzebując ani chwili na aklimatyzację. Hiszpan doskonale dopasował się do linii ofensywy złożonej z Pedro i Leo Messiego.

Dobitny obraz dominacji drużyny z Katalonii oraz samego ofensywnego tercetu obserwowaliśmy w spotkaniu wieńczącym znakomity sezon Barcelony. W finale Ligi Mistrzów Barcelona pokonała Manchester United 3:1, a bramki zdobywali właśnie Pedro, Messi i na deser pięknym uderzeniem popisał się również Villa.

Zapomniano o klątwie numeru 7, skupiając się na kolejnych celach, które były do zdobycia. Niestety ta historia nie doczekała się happy-endu. 18 grudnia 2011 r. David Villa doznał paskudnego urazu w postaci złamania kości piszczelowej.

Kontuzja oraz długa rehabilitacja wyeliminowały Villę z gry do końca sezonu 11/12. Po powrocie do pełnej sprawności „El Guaje” nie zdołał odzyskać miejsca w pierwszym składzie. Musiał odejść, pozostawiając za sobą nutkę niedosytu oraz feralny numer.

Dobre złego początki

„Siódemkę” po „El Guaje” odziedziczył Pedro Rodriguez. Przypadek wychowanka Barcelony stanowi niemal analogię przygód Davida Villi na Camp Nou. Pierwszy sezon z nowym numerem wlewał nadzieję w serca fanów, którzy z utęsknieniem czekali na przełamanie złej passy. Pozory przezwyciężenia klątwy znów okazały się mylne.

Pedro rozegrał najlepszy indywidualny sezon w karierze, ale wtem dały o sobie znać „demony” unoszące się nad bordowo-granatowym trykotem z numerem 7. W kolejnej kampanii rola Hiszpana została ograniczona niemal do minimum. Głównym zadaniem Rodrigueza w sezonie 2014/15 było podziwianie wyczynów tercetu MSN z wysokości ławki rezerwowych.

Po 7 latach spędzonych w pierwszej drużynie Pedro po raz pierwszy poczuł się niepotrzebny. Nawet heroiczny wyczyn w postaci zdobycia decydującej bramki w Superpucharze Europy nie przekonał skrzydłowego do pozostania. Jego rola w Barcelonie dobiegła końca.

Swoistym następcą Pedro, czyli krótko mówiąc pierwszym zawodnikiem do wejścia z ławki miał stać się ściągnięty za 40 mln Arda Turan. W Atletico Madryt Turek imponował walecznością, kreatywnością oraz zaangażowaniem. Ale w drużynie „Los Colchoneros” Arda nie nosił „siódemki”.

Gdy Turek już przywdział przeklęty numer, jego umiejętności, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wyparowały. W sezonie 2016/17 rozegrał ledwie ponad 1800 minut, w kolejnym okrągłe 0. Nic więcej dodawać raczej nie trzeba.

Zwieńczeniem pobytu Ardy w Barcelony było oddanie go na wypożyczenie, które dobiegnie końca…w momencie, gdy Turka przestanie obowiązywać kontrakt z katalońskim klubem. 40 milionów zostało wyrzuconych w błoto.

Dwie twarze Coutinho

Przez pół roku od momentu transferu Ardy numer 7 pozostawał nieruszany. Wydawało się, że następnym posiadaczem zostanie ściągnięty z Liverpoolu Philippe Coutinho, ale Brazylijczyk postanowił przywdziać „czternastkę.

Trzeba przyznać, że była to bardzo trafna decyzja, ponieważ pierwszych kilka miesięcy w nowym klubie stanowiły dla Coutinho prawdziwe pasmo sukcesów. Wydawało się, że Barcelona trafiła w „dziesiątkę”, ale wtem dała o sobie znać „siódemka”.

Przed startem bieżącego sezonu świat obiegła informacja o zmianie numeru przez Philippe Coutinho z „czternastki”, którą przywdział Malcom, na feralną „siódemkę”. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Aktualnie trwająca kampania to najgorsza wizytówka Brazylijczyka, który w żadnym stopniu nie przypomina samego siebie z pierwszych miesięcy na Camp Nou.

Coutinho zatracił szybkość, kreatywność, umiejętność karcenia rywali soczystymi strzałami z dystansu. Nieustannie niska forma Brazylijczyka zaczęła irytować już nawet sympatyków „Dumy Katalonii” którzy coraz częściej demonstrują swoje niezadowolenie z postawy obecnej „siódemki” Barcelony.

W kolejce po klątwę

Kuriozalna gra Coutinho w połączeniu z rosnącym sprzeciwem kibiców wobec zawodnika sprawiają, że odejście Brazylijczyka staje się z dnia na dzień coraz bardziej realną opcją. Barcelona najprawdopodobniej po raz kolejny będzie musiała przyznać się do błędu wydania bajońskiej sumy na zawodnika, który nie zdołał obronić się umiejętnościami. Znów pechowcem okazuje się gracz obdarowany „siódemką”.

Zatwardziali realiści mogą w tym momencie popukać się w głowę i pomyśleć, że o formie piłkarza nie decyduje nadruk z tyłu koszulki. Trudno jednak uwierzyć w przypadek, gdy od tylu lat historia się powtarza.

Barcelona robi co może, sprowadzając w swoje szeregi coraz teoretycznie lepszych zawodników, którzy mają sprostać zadaniu udźwignięcia numeru pozostawionego przed laty przez Luisa Figo. Niestety dla Katalończyków sumy idą w górę, a na drodze posiadaczy numeru 7 zawsze stają jakieś przeciwności.

Kontuzje, regres formy, zbyt duża konkurencja – niezależnie od okoliczności zawsze pokrzywdzony jest akurat gracz, dzierżący „siódemkę”. Pytanie brzmi czy sukcesor Coutinho zdoła wziąć na siebie odpowiedzialność i przywdziać numer zwiastujący nieszczęście?

Plotki, które coraz głośniej rozbrzmiewają w Hiszpanii skłaniają ku myśleniu, że następca Brazylijczyka już w najbliższych tygodniach zawita na Camp Nou. A wraz z Antoine’em Griezmannem w klubie mogą zjawić się demony przeszłości, które nękają stolicę Katalonii od momentu jej opuszczenia przez Luisa Figo.

Mateusz Jankowski

Źródło: własne
Wszystkie

Sportbuzz

Dyskusja

25
22 maj 2019 | 15:11
+1
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Przesądy i zabobony
16 maj 2019 | 12:25
Komentarz usunięty
+2
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Komentarz usunięty
15 maj 2019 | 15:57
Komentarz usunięty
0
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Komentarz usunięty
15 maj 2019 | 14:52
+2
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Nie jestem jakims znawca ale Pedro i Villa raczej robili dobra robote. Co do Coutinho to nie jestem nadal w stanie zrozumiec jak za takiego cieniasa mozna wydac tyle pieniedzy - jeszcze zeby byl medialnym zawodnikiem...
14 maj 2019 | 19:17
+20
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Moim zdaniem Villla w Barcelonie grał bardzo dobrze tak samo Pedro.Może nie prezentowali tak kosmicznego poziomu jak Messi który napieprzał po 60,70 goli w sezonie ale to byli zawodnicy którzy potrafili obciążyć golami Messiego jak jemu nie szło to oni w ważnych meczah a Messi się nie musiał martwić bo ktoś za niego strzelał gole a oni wywiązywali się z tego zadania rewelacyjnie.
14 maj 2019 | 18:52
+19
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Nawet nie wiedziałem, że nad numerem 7 ciąży jakaś klątwa XD
Perdro, Villa nigdy nie zawodzili nawet Larsson czy Gudjohnsen spełnili swoje role. Coutinho jest za słaby psychicznie na grę w Barcy, bo umiejętności ma, ale widać, że jego głowa tego nie dźwiga choć w pierwszym sezonie nie wyglądało to źle. Takiej herezji dawno nie czytałem XD
14 maj 2019 | 21:06
-2
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
W pierwszych miesiącach nie wyglądało to źle, bo jeszcze nikt nie wiedział, jak sobie z facetem poradzić. Okazało się, że sposób jest na to dziecinnie prosty i już dla nikogo to potem nie była żadna tajemnica.
A z Pedro i Villą bywało różnie. Pedro w końcu odszedł na emeryturę, a Villa po ciężkiej kontuzji nigdy nie wrócił nawet nawet na średni poziom. W Atletico potem miał jeszcze jedną bramkę zaraz na wejściu, a potem też była katastrofa. Tak to czasami bywa, że kontuzja złamie karierę.
14 maj 2019 | 18:00
+1
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Tak, klątwa co za bzdury. Na wyspach najlepszym piłkarzem w reprezentacji też mocny punkt, a w barcie klątwa. To klątwa szatni silnej grupy Messi, Suarez i przydupasy i wina trenera, który siadał go na ławie, albo zaczynał i schodził w 60 min. Tacy piłkarze potrzebują regularnej gry, nawet jak gorzej jest nie raz. Zaufanie podstawa. Jakby Klopp miał go u siebie, gwarantuje, że o Cou byłoby głośno. A tu klątwa "7". Trzeba przejrzeć na oczy, że tam jest "klika" i ona decyduję kto gdzie jest.
14 maj 2019 | 17:24
-17
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Figo to legenda barcelony i wszyscy powinni go szanować
14 maj 2019 | 16:55
-7
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Klątwa to takie dla dzieci to wszystko. Faktem prostym jest że żadna najlepsza 7 na ziemi nie gra dla Barcelony i to tyle.
14 maj 2019 | 16:20
+32
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Naciągane nieco. Villa, Pedro grali bardzo dobrze, swoje zrobili, Larsson i Gudjohnsen również znakomicie wywiązywali się z ról zawodników rezerwowych, zresztą obaj byli u schyłku swoich karier, także bez przesady z tym nieszczęściem. Nieszczęściem Barcelony w tej chwili są Suarez i brak prawdziwego kapitana.
14 maj 2019 | 15:53
+8
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
do tej pory nie rozumiem tego bólu d*** o Figo. przecież ktoś w zarządzie przyjął tą ofertę i się pod tym podpisał. można ją było przecież odrzucić i poczekać na ofertę z MU, Bayernu, Milanu, Juventusu czy nawet z mocnego wtedy finansowo Lazio, które zrobiło kilka sporych transferów. dlaczego sprzedano go akurat głównemu rywalowi, skoro każdą ofertę poniżej klauzuli można ODRZUCIĆ???
14 maj 2019 | 15:50
-5
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Aż przypomniał mi się film który kiedyś oglądałem "klątwa LA corony"
14 maj 2019 | 16:32
+2
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
La Llorony* film, który wyszedł 4 dni temu. Tak, naprawdę oglądałeś go "kiedyś"..
14 maj 2019 | 15:22
+18
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Nie pierdolta.
Numerek na plecach nie ma nic wspólnego z tym, że Coutinho jest beznadziejny w rozegraniu, nie umie zatrzymać przy sobie piłki, a wychodzenie na pozycję to dla niego czarna magia.
Coutinho miał w pomocy wypełnić dziurę po Inieście, miał być przede wszystkim użyteczny w rozgrywaniu. Dla Iniesty wyzwanie zaczynało się w momencie, kiedy atakowało go 5 kolesi. Coutinho na widok jednego przeciwnika zaczyna dryblować do tyłu i podaje do boku, jeśli jakimś cudem nie straci.
Od początku dziwił mnie ten transfer, bo Coutinho to zawodnik, który zaczyna brylować, jak ma dużo miejsca, dębowych obrońców i brak podwojenia. Żaden z tych atutów w Barcelonie się nie przydaje, a fakt, że potrafi nieźle przyjąć piłkę, to wymóg dla bramkarza w Barcelonie, a nie gracza środka pola. Z musu ustawiany był na skrzydle, bo tylko tam jest trochę miejsca, a jak się go postawiło w środku, to była totalna katastrofa jak w rewanżu z Liverpoolem.
14 maj 2019 | 17:24
+4
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Bo w Liverpoolu za czasów Kloppa grał on jako skrzydłowy pomocnik i wymieniał się pozycją z skrzydłowym napastnikiem Mane. Oni grali najczęściej akcje dwójkowe, lub Mane ściągał obrońców żeby Coutinho miał więcej miejsca do oddania strzału. Ja nie wiem dlaczego zarząd Barcelony tak mocno się na niego uparł i chciał z niego zrobić drugiego Iniestę. Brazylijczyk nigdy nie grał w środku pomocy i nigdy nie rozgrywał piłek, a był tylko od strzelania.
14 maj 2019 | 18:07
0
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
I to wina piłkarza Twoim zdaniem ? To podaje do boku bo tak gra barca, te swoje kółeczka. To nie wina piłkarza!! To wina trenera , że chciał takiego piłkarza. Liverpool rozpierdala stylem Barce w pył. Czy kontra czy posiadanie. Koniec dominacji tiki taki.
14 maj 2019 | 14:42
+5
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Czyli pewnie tez 2 lata posiedzi
14 maj 2019 | 14:27
+14
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Niech dadzą Messiemu siódemkę. Zweryfikujemy klątwę :)
14 maj 2019 | 16:34
-10
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Messi to 10 od lat, każdy jest do tego przyzwyczajony, szczerze mówiąc, to nie chciałbym go widzieć w innym numerze.
14 maj 2019 | 14:24
+25
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Akurat Villa grał dobrze tam w teatrze.
14 maj 2019 | 14:16
-1
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Klopp sprawił, że Barcelona uwierzyła, że Coutinho jest świetnym piłkarzem.
14 maj 2019 | 13:41
+32
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Panie autorze, po odejsciu Figo z Barcy, Real zdobyl 1, a nie 2 puchary europy. Pozdrawiam:)
14 maj 2019 | 13:38
+41
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Aha. Larsson miał 33 lata przychodząc do Barcelony. Uzupełnienie składu. Udział przy bramce średnio co 120 minut. Gudjohnsen nie dostawał zbyt dużo szans . 5200 minut przez 4 sezony to niewiele. Villa gdyby nie kontuzja pewnie wykręciłby znacznie lepsze liczby. Pedro nic nie można zarzucić. Coutinho zwyczajnie nie pasuje do Barcelony. Gdyby poszedł do Chelsea za Hazarda pewnie znów by wymiatał. Idąc redaktora tokiem myślenia to trzeba zmienić Cou numer na 10 i w następnym sezonie będzie grał jak Messi.
14 maj 2019 | 13:54
+15
+{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{fake_counter}}
{{message}}
Stane troche w obronie autora: Pedro zaczal obnizac loty gdy dostal 7. W finale gral z 17.
Jednak Villa czy Larsson raczej tu nie pasuja
{{comment.created_datetime}}
(Edytowany)
{{comment.user_score.team_A_name}}
{{comment.user_score.team_A_score}}:{{comment.user_score.team_B_score}}
{{comment.user_score.team_B_name}}
Edytuj (jeszcze przez {{minuteUnit}})

Tabela ligowa - LaLiga

#
Drużyna
M
Z
+/-
Pkt
1
Liga Mistrzów
+14
1
1
2
3
2
Liga Mistrzów
+16
1
1
2
3
3
Liga Mistrzów
+9
1
1
1
3
4
Liga Mistrzów
+13
1
1
1
3
5
Liga Europejska
-4
1
1
1
3
6
Liga Europejska kwalifikacje
-4
1
1
1
3
7
-2
1
1
1
3
8
+5
1
1
1
3
9
1
0
0
1
10
+10
1
0
0
1
11
+5
1
0
0
1
12
+7
1
0
0
1
13
+1
1
0
-1
0
14
-8
1
0
-1
0
15
-12
1
0
-1
0
16
-8
1
0
-1
0
17
-7
1
0
-1
0
18
Spadek
-7
1
0
-1
0
19
Spadek
-15
1
0
-2
0
20
Spadek
-13
1
0
-2
0
1 kolejka
2 kolejka
3 kolejka
4 kolejka
5 kolejka
6 kolejka
7 kolejka
8 kolejka
9 kolejka
10 kolejka
11 kolejka
12 kolejka
13 kolejka
14 kolejka
15 kolejka
16 kolejka
17 kolejka
18 kolejka
19 kolejka
20 kolejka
21 kolejka
22 kolejka
23 kolejka
24 kolejka
25 kolejka
26 kolejka
27 kolejka
28 kolejka
29 kolejka
30 kolejka
31 kolejka
32 kolejka
33 kolejka
34 kolejka
35 kolejka
36 kolejka
37 kolejka
38 kolejka
2{{gameweek}} kolejka

Terminarz - LaLiga

Strzelcy {{title}} - LaLiga

#
Zawodnik
Bramki(karne)
Asysty
Bramki
Asysty
Żółte kartki
Czerwone kartki
Łącznie
1
1 (0)
2
1 (0)
3
1 (0)
4
1 (0)
5
1 (0)
{{$index + 1}}
{{player.value_1}}
{{player.value_1}}
{{player.value_2}}
{{player.value_3}}
Ranking

Bukmacherzy

Brak ryzyka na start. Szczegóły po kliknięciu w przycisk "SPRAWDŹ".

Kod rejestracyjny: MEGABONUS. Szczegóły po kliknięciu w przycisk "Sprawdź".

Kod rejestracyjny: MEGABONUSPZB. Szczegóły po kliknięciu w przycisk "Sprawdź".

×
Włącz powiadomienia przeglądarkowe i otrzymuj od nas najważniejsze wiadomości sportowe! Kliknij w poniższą instrukcję i dowiedz się, jak to zrobić.