Media: Nowe wieści ws. wyroku Mameda Ch. Ujawniono, czego miał się dopuścić
Słynny zawodnik MMA, Mamed Ch., został skazany przez Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach. Do głośnej sprawy wrócił Mateusz Baczyński z Wirtualnej Polski.
Na początku lipca RMF FM przekazało, że Sąd Rejonowy w Tarnowskich Górach skazał Mameda Ch. na półtora roku więzienia i grzywnę o wysokości 280 tysięcy złotych. 45-latkowi postawiono kilka zarzutów.
Cała sprawa ciągnie się od 2021 roku, gdy sąd w Tarnowskich Górach otrzymał akt oskarżenia przeciwko 17 osobom. Mamed Ch. podkreślił, że wyrok jest nieprawomocny i zamierza się od niego odwołać.
Teraz do całej sprawy wrócił Mateusz Baczyński z Wirtualnej Polski. Dziennikarz zdecydował się nagłośnić przestępstwa, jakich miał dopuścić się fighter.
Zdaniem sądu Mamed Ch. współpracował z Jakubem Ś., który miał kupować w Czechach rozbite auta i przenosić ich numery VIN ma luksusowe pojazdy z kradzieży. Zawodnik MMA miał być jednym z odbiorców przywłaszczonych samochodów.
Baczyński stwierdził, że "transakcje opisane w aktach łączyła niska cena, niepełne albo fałszywe dokumenty, szybka odsprzedaż i samochód krążący między kolejnymi nabywcami".
Według relacji znajomość Mameda Ch. z Jakubem Ś. była dość burzliwa. W marcu 2017 roku Ś. miał spotkać się z fighterem w galerii handlowej przy okazji premiery jego biograficznej książki "Lepiej byś tam umarł".
W pewnym momencie spotkania Ch. miał powiedzieć wspólnikowi, że były mąż jego partnerki zawiadomił policję o nielegalnym przetrzymywaniu zwierząt. Ś. miał nerwowo zareagować i namówić zawodnika do zniszczenia auta wspomnianego mężczyzny. Jak podał dziennikarz, zawodnik zlecił podpalenie jego auta. Z 11 na 12 kwietnia samochód zajął się ogniem. Zapaliły się również zaparkowane obok pojazdy. W tamtym czasie policja nie zdołała namierzyć sprawców.
23 października 2018 roku antyterroryści i policjanci zatrzymali znajomego Ch. Jak poinformowano, w trakcie interwencji przy drzwiach wyjściowych czekał zawodnik. Sąd przekazał, że był on agresywny i starał się zablokować policjantom przejście, krzycząc w ich kierunku.
- Mamed Ch. wyzywał konwojujących: "Wy kur**, zdejmijcie mu kajdanki, kur**, puśćcie go". Wreszcie uderzył jednego z policjantów w klatkę piersiową. Krzyczał dalej: "To nie jest bandyta, zastrzelcie mnie, strzelajcie" - napisano w uzasadnieniu sądu.
11 czerwca 2019 roku policjanci weszli do domu Ch. Według relacji funkcjonariusze Biura Operacji Antyterrorystycznych znaleźli rewolwer, na który ten nie miał pozwolenia. Po interwencji prokuratura zawnioskowała o areszt. Fighter został jednak zwolniony.
Zatrzymany Ś. przyznał się do zarzucanych mu czynów i mógł liczyć złagodzenie wyroku. Ch. nie chciał tego zrobić. Miał potwierdzić część spotkań oraz transakcji, lecz utrzymywał, że nie wiedział o nielegalnym pochodzeniu pojazdów. Odrzucił również zarzut, według którego namawiał kogokolwiek do podpalenia.
Sąd uznał zeznania fightera za sprzeczne. Stwierdził, że przy każdej transakcji wiedział on o pochodzeniu samochodów. Ostatecznie uznano go za winnego ośmiu czynów paserstwa, podżegania do zniszczenia samochodów oraz czynów popełnionych wobec policjantów. Fighter został oczyszczony z zarzutu nielegalnego posiadania broni. Pełny tekst Baczyńskiego dla Wirtualnej Polski znajdziecie TUTAJ.