Dymy! Prezes związku odpowiedział Polce. "Staraliśmy się bardziej niż ona"
Andżelika Wójcik zarzuciła Polskiemu Związkowi Łyżwiarstwa Szybkiego, że nie zapewnił jej trenera na czas igrzysk olimpijskich. Odpowiedział jej prezes federacji Rafał Tataruch.
W Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo pełną parą trwają igrzyska olimpijskie. W niedzielę odbyła się rywalizacja na dystansie 500 metrów w ramach zmagań w łyżwiarstwie szybkim kobiet.
11. była Andżelika Wójcik. Więcej mówi się jednak o wywiadzie, którego udzieliła po zakończeniu zawodów. Przekazała w nim, że w ostatnich miesiącach musiała trenować bez trenera.
Wójcik uniknęła podawania nazwisk. Za zaistniałą sytuację obwiniła jednak Polski Związek Łyżwiarstwa Szybkiego, zaznaczając, że nie rozumie powodów jego decyzji. Szczegóły TUTAJ.
W ekspresowym tempie Wójcik odpowiedział prezes PZŁS Rafał Tataruch. Wydał oświadczenie, w którym oznajmił, że to Polka nie chciała mieć trenera. Przyznał, że nie czuje się winny.
- Andżelika miała pełną opiekę i to my bardziej staraliśmy się o to, żeby ona miała tę opiekę niż ona sama, ponieważ to jest konfliktowa osoba. Co chwila musieliśmy gasić pożary. Najpierw z trenerem Arturem Wasiem, z którym nie chciała trenować. Później prosiliśmy, żeby pracowała z trenerem Rolandem Cieślakiem i tak było do października, do zawodów Pucharu Świata w Salt Lake City - przekazał Tataruch.
- Tam stwierdziła, że ona już dalej nie chce trenować z grupą, bo wszyscy są przeciwko niej. Trenowała sama, a i tak nie chcieliśmy zostawić jej samej. Poprosiliśmy trenerkę Agatę Jabłońską, naszego team leadera, żeby jednak sprawowała nad nią opiekę, choćby w mierzeniu czasów, pomocy w rozgrzewce. Było ustalone, że Andżelika będzie realizowała plany trenera Rolanda Cieślaka, jednak nawet tego nie realizowała - poinformował.
Wójcik jest medalistką mistrzostw świata oraz mistrzostw Europy, a także medalistką mistrzostw Polski w różnych kategoriach wiekowych. Dystans 500 metrów stanowi jej specjalność.