Chwalińska szczerze o Wimbledonie. Czeka na decyzję. "Byłabym bardzo zaskoczona"
Maja Chwalińska ze znakomitej strony pokazała się podczas tegorocznego turnieju w Paryżu. W rozmowie z TVN24 przyznała, że nie spodziewa się "dzikiej karty" do Wimbledonu.
Lista startowa do kolejnego turnieju wielkoszlemowego zamykana była przed startem Roland Garros. Z tego względu Chwalińska, notowana wówczas w drugiej setce rankingu WTA, nie dostała się do głównej drabinki.
Polski Związek Tenisowy oficjalnie zwrócił się do organizatorów o "dziką kartę". Ten pomysł popiera między innymi legendarny John McEnroe (więcej TUTAJ). Sama tenisistka wątpi jednak, że prośba zostanie spełniona.
- Dzika karta do Wimbledonu? Byłabym bardzo zaskoczona, gdyby się to udało, no ale cuda się zdarzają, także trzymajmy kciuki - przyznała.
W rozmowie z TVN24 tenisistka nie ukrywała, że zaskoczyła ją popularność, jaką zdobyła w ostatnich dniach. Polscy i zagraniczni fani szybko pokochali Chwalińską.
- Wychodząc na finał, czułam stres i dużą radość, bo zdecydowanie czułam wsparcie kibiców. To było dla mnie naprawdę niesamowite doświadczenie, którego nigdy nie zapomnę - powiedziała.
- Nie widziałam na trybunach Brada Pitta i całe szczęście! Boże, całe szczęście, bo chyba bym tam umarła, a grała jeszcze gorzej. Zdjęcie chyba sobie dam w ramkę - wypaliła.
- Jeszcze jak byłam w Paryżu, to oczywiście czułam, że moje życie może się zmienić, ale chyba nie byłam świadoma tego, jak bardzo i jak wiele osób mi kibicowało. Podczas turnieju nie byłam w social mediach i nie śledziłam tego za bardzo. Dzisiaj na lotnisku był duży szok, nie będę ukrywać - zakończyła.