Blamaż The Villans z Brighton w poprzedniej kolejce przypomniał, że zespół z Birmingham w poprzednim sezonie również rozpoczął rozgrywki bardzo słabo. Wtedy mógł jednak liczyć na Rogersa, Tielemansa czy Watkinsa, dziś sprzedanych do innych klubów. Ich następcy albo się dziś leczą (jak Manzambi) albo też odbywają karę za zawieszenie w poprzednim spotkaniu (Joao Gomes). W tej sytuacji nie wydaje się, by fakt, iż Aston Villa zwykle była dla Arsenalu trudnym rywalem u siebie miał jakikolwiek sens, bo Kanonierzy grają obecnie bardzo pewnie, a z kolei podopieczni Unaia Emery zapewne będą potrzebowali trochę czasu, by się ze sobą zgrać.