Gumny mógł zagrać w bramce. Obrońca Lecha podsumował szalony mecz
Robert Gumny był cichym bohaterem meczu Lecha z Pogonią Szczecin. Niewiele brakowało, a w końcówce musiałby wejść do... bramki. Po zakończeniu spotkania odniósł się do kłopotów bramkarza "Kolejorza" Płamena Andrejewa.
Lech wygrał w Szczecinie 2:1. Poznaniacy mogą mieć do siebie żal o mnóstwo zmarnowanych okazji. Ich nieskuteczność przyczyniła się do tego, że końcówka była nerwowa.
- W pierwszej połowie ten mecz mógł się właściwie zakończyć. Tyle mieliśmy sytuacji, tyle wykreowaliśmy, że powinniśmy prowadzić kilkoma golami. W drugiej też dominowaliśmy. Ale tak już jest, że jak rywal strzeli na 2:1, to zaczyna wierzyć. Całe szczęście, że potoczyło się to starcie po naszej myśli i zabieramy do Poznania trzy punkty - komentował Gumny, którego cytuje oficjalna strona Lecha.
27-latek niespodziewanie zagrał na środku obrony u boku Wojciecha Mońki. Zaprezentował się bardzo dobrze i pokazał, że może włączyć się do rywalizacji także na tej pozycji.
- Nie ma znaczenia gdzie gram, była potrzeba zagrania na stoperze, to zagrałem. Nie jest to moje ulubione miejsce, ale fajnie że pomogłem drużynie - powiedział Gumny.
W końcówce były reprezentant Polski stał się kandydatem do gry w... bramce, co po meczu potwierdził Niels Frederiksen. Kłopoty zdrowotne miał Płamen Andrejew, a Lech wcześniej wykorzystał komplet zmian. Ostatecznie Bułgar dotrwał do końca meczu.
- Było widać, że skurcze go złapały, może ze zmęczenia, może z nerwów. Ale brawo dla niego, stanął na wysokości zadania i "bez nogi" wybronił nam sytuację stuprocentową - podsumował Gumny.
Lech prowadzi w tabeli z trzema punktami przewagi nad Górnikiem. W następnej kolejce zagra u siebie z Legią.