Gigantyczny chaos w klubie Ekstraklasy. Zmiany, mocne słowa, a za moment... spadek?
Bez zwycięstwa od marca, zwolniony dyrektor sportowy, niepewna przyszłość trenera, ogromny chaos informacyjny i tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową - tak wygląda ostatni okres Korony Kielce. Kibice “Scyzorów” mają więc powody do zmartwień. Czy “Złocisto-Krwiści” spadną z ligi?
Jeszcze nie tak dawno o spadku w Kielcach praktycznie się nie mówiło. Choć w tym sezonie różnice punktowe pomiędzy większością drużyn cały czas były niewielkie, Korona przez względnie długi czas trzymała się bezpiecznego środka tabeli. Po zeszłorocznej prywatyzacji wydawało się, że w Kielcach powstanie solidny projekt, który będzie co roku stabilnie funkcjonował na poziomie Ekstraklasy. Czasami może nawet zamiesza w czołówce. Okazuje się jednak, że w tych rozgrywkach walka o utrzymanie będzie dla Kielczan dużo trudniejsza niż przed rokiem.
Ogromne zamieszanie
Całą serię niefortunnych zdarzeń zapoczątkowała kontrowersyjna decyzja sędziego Patryka Gryckiewicza, który w ostatnich minutach meczu Korony z Piastem Gliwice zbyt wcześnie użył gwizdka, być może pozbawiając gospodarzy bramki na wagę trzech punktów. Po tej sytuacji trener gospodarzy, Jacek Zieliński, obejrzał za swoją reakcję czerwoną kartkę. Po meczu doszło do tak zwanej “rozmowy wychowawczej” kibiców z zawodnikami. Ci pierwsi weszli na murawę, co nawet w takich sytuacjach jest rzadkością.
Później, na konferencji prasowej, była dalsza eskalacja. Jacek Zieliński stwierdził, że jeden z jego zawodników został w trakcie rozmowy z kibicami uderzony. Okazało się to nieprawdą, co w osobnym komunikacie przyznał klub, a na kolejnym spotkaniu z dziennikarzami - sam trener.
– Skandal, po prostu […]. Jeden z piłkarzy został uderzony. A zaczyna się od tych ścianek płaczu, wyzywania, obrażania, a później eskalacja idzie dalej - powiedział Zieliński chwilę po meczu.
Sprostowanie jednak nie wystarczyło, bo - o czym na Weszło pisze Jakub Białek - kibice domagali się głowy trenera. Łukasz Maciejczyk podobno ma być skory do spełniania woli kieleckich fanatyków, jednak tym razem zdecydował się zwolnić… dyrektora sportowego. Paweł Tomczyk i tak miał pożegnać się z pracą po sezonie, ale właściciel klubu uznał, że warto “poświęcić” go już teraz. Jego następcą ma zostać Paweł Golański, który przecież piastował tę funkcję przed Tomczykiem. Zwolnienie w tej chwili Jacka Zielińskiego mogłoby mieć katastrofalny wpływ na końcówkę sezonu, natomiast rozstanie z Tomczykiem nie będzie tak odczuwalne. Przynajmniej nie w najbliższych trzech meczach.
A Zieliński z klubem ma pożegnać się i tak. Tyle że po sezonie. Co prawda jego umowa obowiązuje do końca rozgrywek 2026/2027, ale - zgodnie z informacjami Weszło - zostanie rozwiązana przedwcześnie. Faworytem Golańskiego na to stanowisko ma być Robert Kolendowicz, niegdyś już z klubem dogadany. Szymon Janczyk natomiast informuje, że swoje w kwestii wyboru trenera chce mieć do powiedzenia także Marek Śledź - dyrektor akademii w klubie z Kielc. Były pracownik Legii Warszawa miał wytypować trzech kandydatów do roli szkoleniowca - Piotra Stokowca, Adama Majewskiego oraz Macieja Stolarczyka. W ocenie Janczyka najmniejsze szanse na otrzymanie posady ma ten trzeci.
Tak z kolei wypowiedział się właściciel Korony w rozmowie z portalem wkielcach.info:
- Mogę powiedzieć tylko jedno. Trener Jacek Zieliński ma ważny kontrakt z klubem i moje pełne wsparcie. Obecnie nie ma tematu szukania jego następcy.
Na boisku przeciętność
Na boisku nie jest jednak dużo lepiej niż w gabinetach. Korona nie wygrała od marca, na co składa się pięć spotkań bez zwycięstwa. Przewaga nad strefą spadkową stopniała już do zaledwie trzech oczek, zatem Kielczanie stali się naprawdę poważnym kandydatem do spadku. Wyżej w tabeli są już Legia Warszawa, Piast Gliwice, Pogoń Szczecin czy Radomiak Radom, o których w kontekście walki o ligowy byt mówiło się dużo poważniej. Ci ostatni już właściwie się utrzymalii, podczas gdy, zgodnie z wyliczeniami Piotra Klimka, “Złocisto-Krwiści” mają aż 12% szans na spadek. Niżej wyceniane są jedynie notowania Arki, Widzewa, Lechii i, rzecz jasna, Bruk-Betu, który już zdążył pożegnać się z Ekstraklasą.
Problemem jest też kadra Korony. Większość transferów przeprowadzonych przed sezonem i w jego trakcie trzeba z perspektywy czasu oceniać jako nieszczególnie udane. “Scyzory” pomimo sprowadzenia zimą Mariusza Stępińskiego, wciąż nie mają klasowego napastnika. Antonin po obiecującym początku spuścił z tonu, Władimir Nikołow nie ma umiejętności na odpowiednim poziomie, a wspomniany Stępiński marnuje sytuację za sytuacją. Polak wśród napastników w Ekstraklasie jest jednym z najrzadziej oddających celne strzały, mimo że prób podejmuje wiele. Daleko od optymalnej dyspozycji jest także Dawid Błanik, który przecież jesienią w opinii wielu zasługiwał na powołanie do reprezentacji Polski. Zimą w klubie pojawił się także Simon Gustafson - doświadczony Szwed, wobec którego można było mieć pewne oczekiwania, ale i on nie zachwyca.
Każdy mecz jest o życie
Jakby tego było mało, klub ze Świętokrzyskiego ma przed sobą naprawdę nieciekawy terminarz. O ile zgodzimy się, że trudno w trwającym sezonie Ekstraklasy mówić o rozkładzie gier jako o czymś łatwym lub trudnym, o tyle w końcówce sezonu można byłoby trafić na lepszą konfigurację. Koronę bowiem czekają dwa wyjazdy - do Częstochowy na mecz z Rakowem oraz do Krakowa, gdzie czekać będzie Cracovia, także walcząca o utrzymanie. Podobny ciężar gatunkowy powinno mieć także starcie w przedostatniej kolejce z Widzewem Łódź, który w tabeli ma Koronę na dystans jednego spotkania. Jednocześnie remisy w tych rywalizacjach nie satysfakcjonują nikogo, także “Złocisto-Krwistych”. Pocieszeniem dla Korony może być fakt, że jej przeciwnicy w walce ligowy byt - Motor i Cracovia, w ostatnim czasie punktują równie źle lub jeszcze gorzej.