Gwiazda Barcelony w tarapatach. "Staje się problemem. Nie ma dla niego miejsca"

Gwiazda Barcelony w tarapatach. "Staje się problemem. Nie ma dla niego miejsca"
Poetra.RH / shutterstock
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 12:00
Powrót po kontuzji prawie zawsze powinien być momentem ulgi i szczęścia. Problem pojawia się, kiedy dany piłkarz zostawił problemy zdrowotne za sobą, a niekoniecznie ma dokąd wrócić. W takiej sytuacji znalazł się Frenkie de Jong, dla którego nie ma już miejsca w Barcelonie.
Piłkarz-zagadka. Mijają lata, a wciąż trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź, dlaczego Frenkie de Jong nie jest liderem Barcelony. Teoretycznie ma wszystko, czego potrzebuje jej pomocnik: wybitną technikę, rewelacyjną kontrolę piłki i wizję gry. A jednak wciąż nie da się wskazać jednego sezonu, w którym byłby najważniejszym elementem układanki na Camp Nou. Pewnie, że Holender miewał okresy bardzo dobrej gry, czy to za kadencji Koemana czy wiosną ubiegłego roku pod wodzą Flicka. Jednak to były tylko momenty, zazwyczaj krótkie i ulotne. Nie będzie żadną kontrowersją stwierdzenie, że najlepszą wersją pomocnika wciąż pozostaje ta z Ajaksu Amsterdam.
Dalsza część tekstu pod wideo
Jego kariera w Barcelonie jest zaś naznaczona znakami zapytania. O pozycję, o rolę, o przydatność dla zespołu. Co najgorsze z perspektywy zawodnika, on sam zbyt rzadko daje odpowiedzi na boisku. Nie rozgrywa meczów, po których nawet osoby negatywnie do niego nastawione musiałyby powiedzieć: “Myliliśmy się, ten Frenkie jednak potrafi czarować”. Pewnie potrafi, ale tego nie pokazuje. A co istotne, “Blaugrana” gra najlepiej, kiedy Holendra akurat nie ma na murawie.

Wszystko nie tak

W tym roku nic nie układa się po myśli De Jonga. W lutym doznał kontuzji uda, po której wrócił do gry w kwietniu. Do końca sezonu ani razu nie znalazł się w wyjściowym składzie Barcelony. Ktoś mógłby pomyśleć, że Flick nie zamierzał ryzykować zdrowia rekonwalescenta. Sęk w tym, że do pierwszego składu wskoczył Gavi po półrocznej pauzie spowodowanej operacją kolana. Źródła z Katalonii sugerowały, że Holender sam nie naciska na grę, bo jego priorytetem jest mundial, a nie “Duma Katalonii”.
- Od czasu powrotu De Jonga po urazie jego udział jest minimalny. W klubie panuje przekonania, że zawodnik oszczędza się na mistrzostwa świata. Jest świadomy, że jeden błąd i mógłby stracić turniej, czego bardzo by nie chciał. Podejrzenia Barcelony potwierdzają takie sytuacje, jak Frenkie trenujący w piątek bez większych problemów i omijający niedzielny mecz z Betisem - pisał pod koniec sezonu Javi Miguel z dziennika AS.
Medialne sugestie nie wzięły się znikąd. Frenkie już w przeszłości pokazywał, że stawia kadrę ponad Barcelonę. W marcu 2024 roku bardzo poważnie uszkodził kostkę po starciu z Fede Valverde. Dość nieoczekiwanie został jednak powołany na EURO 2024. Odbył jeden pełny trening z zespołem, po którym ledwo mógł chodzić. Nie zdołał wystąpić na turnieju, a do gry w Barcelonie wrócił w październiku. Patrząc z boku, wyglądało to tak, jakby nie do końca wyleczył kontuzję, ale robił wszystko, żeby pomóc kadrze. Na tegoroczny mundial pojechał już wypoczęty, świeży i gotowy do walki tak na boisku, jak i poza nim.
- Odnoszę wrażenie, że wielu ludzi w ogóle nie rozumie piłki. Oglądają ją, ale bez zrozumienia. Każdy może mówić o futbolu, ale nie każdy wie, o czym mówi. Jeśli chodzi o moją rolę, sądzę, że ona nie jest jasna dla wszystkich. Chciałbym móc usiąść z kimś i wytłumaczyć mu to. Rozumiem też krytykę, nie mam z nią żadnego problemu. Ale wydaje mi się, że często ludzie posuwają się za daleko, chcą wykrzyczeć coś publicznie, żeby zwrócić na siebie uwagę - rzucił w trakcie fazy grupowej MŚ na łamach Vandaag Inside.
Holendrzy są znani z wrodzonej, jedni powiedzą pewności siebie, drudzy arogancji. Problem pojawia się, kiedy zbyt szybko wyciągasz szabelkę. Frenkie może oczywiście uważać, że kibice na niczym się nie znają. A ci sami fani mogą skrytykować pomocnika i resztę kadry, która w miernym stylu odpadła z mundialu w 1/16 finału. Po meczu z Marokiem Rafael van der Vaart grzmiał, że to najgorszy mecz De Jonga w karierze. Według Marco van Bastena pomocnik, od którego oczekiwał napędzania gry, robił coś zupełnie odwrotnego. Zwalniał, grał zachowawczo, bezpiecznie, nie podejmował ryzyka. Ruud Gullit dodał, że kiedy 29-latek dostaje piłkę, każda akcja zwalnia, co nie jest dobrym sygnałem.
Jeszcze gorsze wieści napłynęły po zakończeniu turnieju. Wychowanek Willem II po powrocie z wakacji stawił się w Barcelonie, gdzie lekarze odkryli, że jego kolano jest w alarmującym stanie. Piłkarz zerwał więzadło przyśrodkowe poboczne. Już w trakcie mistrzostw widać było, że z prawą nogą coś jest nie tak, miał ją mocno zabandażowaną. Zacisnął jednak zęby i grał dla “Oranje”. Czas rekonwalescencji przypadł na start sezonu klubowego.

Spadający Holender

- Zawsze marzyłem o tym, aby grać w Barcelonie. Dopóki jestem wystarczająco dobry, aby być w pierwszym składzie, mieć wpływ na grę w zespole walczącym o trofea, nie widzę powodu, aby odchodzić. Moja relacja z dziennikarzami? Prasa wpływa na to, jak ludzie cię postrzegają. Czasami zawodnik traci piłkę i komentator nic nie powie. Ale jeśli powtórzy: “To trzecia, czwarta strata tego piłkarza”, to ludzie pomyślą, że faktycznie nie grasz dziś dobrze. Utkwi to w ich pamięci. Dlatego bardzo ważne jest to, w jaki sposób relacjonuje się wydarzenia sportowe - powiedział w maju dla The Guardian.
Czytając różne wywiady De Jonga, łatwo dostrzec, że ma na pieńku z prasą. Jego priorytetem, można odnieść takie wrażenie, stała się walka z mediami. W sierpniu stanął przed kamerami Barca One, aby zdementować doniesienia Gerarda Romero, jakoby miał odmówić gry z Atletico w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Podkreślił też wtedy, że jego relacje z Flickiem są perfekcyjne. Kolejna decyzja Niemca sugerowałaby coś innego. Przed startem sezonu trener “Blaugrany” wskazał kapitanów drużyny, którymi po jego wyborze zostali Raphinha oraz Pedri. Resztę zawodnicy mieli wskazać w głosowaniu. Frenkie zmieścił się w piątce kapitanów, ale nie został namaszczony przez trenera.
Flick publicznie zawsze wypowiadał się o Holendrze w samych superlatywach, co akurat nie powinna dziwić. Obserwując Barcelonę, łatwo jednak zauważyć, że osiąga ona lepsze wyniki bez pomocy De Jonga. W poprzednim sezonie rozegrał 38 meczów, w których drużyna zanotowała 28 zwycięstw, dwa remisy i osiem porażek. Bez niego “Blaugrana” wykręciła w tamtych rozgrywkach 16 wygranych, remis i tylko dwie przegrane. Obecnie notuje serię ośmiu zwycięstw. Sezon 2024/25 rozpoczęła od siedmiu triumfów w lidze. Tamta jesień i poprzednie tygodnie są wskazywano jako najlepszy okres za kadencji obecnego trenera. Punktem wspólnym pozostaje brak numeru 21 na murawie.
Nie oznacza to oczywiście, że 29-latek jest jakimś złem wcielonym, które utrudnia życie Barcelonie. Katalończycy nie potrzebują go jednak, aby móc walczyć o najważniejsze cele. Dwa lata temu Marc Casado rewelacyjnie wypełnił lukę w środku pola. W rundzie wiosennej poprzedniego sezonu Gavi sprawdzał się w duecie pivotów z Pedrim. Teraz Rodri wkroczył do składu tak, jakby grał na Camp Nou od dekady. Katalończycy są wyraźnie słabsi, kiedy nie może występować Raphinha, Yamal czy Pedri. Ale brak De Jonga pozostaje niemal nieodczuwalny. I to świadczy bardzo negatywnie o jego pozycji w hierarchii.

Piąte koło u wozu

Pomoc to zdecydowanie najlepiej obsadzony sektor w Barcelonie. Obecnie o trzy miejsca w składzie walczą Pedri, Rodri, Gavi, Bernal, Olmo i Fermin. W najbliższych tygodniach De Jong powinien ponownie być do dyspozycji Flicka, natomiast trudno stwierdzić, czy faktycznie wróci do gry na pełen etat. Konkurencja jawi się jako zbyt mocna, aby uznawać, że Holender może być kimś więcej niż luksusowym uzupełnieniem składu.
- De Jong staje się problemem. Niedługo powinien wrócić do treningów, ale nie ma dla niego miejsca w kadrze. Piłkarz zawsze powtarzał, że chce kontynuować karierę w Barcelonie, jednak może to przemyśleć, jeśli nie będzie dostawał minut. “Barca” byłaby otwarta na transfer, aby wygenerować przychód - informował dziennik Sport. - Barcelona już wcześniej myślała o pozbyciu się De Jonga. Po transferze Rodriego to jest jeszcze bardziej wyraźne. Uważam, że to jego ostatni sezon w klubie. Nie wyobrażam sobie grającej razem dwójki Frenkie - Rodri. Aby Holender się utrzymał, musiałby zacząć grać bardziej ofensywnie, a wielu powtarza, że właśnie tego mu brakuje - opisał w podcaście Kick-off Valentijn Driessen, dziennikarz De Telegraaf.
W hiszpańskich mediach padło też ciekawe porównanie, że Rodri będzie dla De Jonga tym, kim Joan Garcia stał się dla Ter Stegena. Doświadczony bramkarz po wyleczeniu kontuzji nie palił się do opuszczenia Camp Nou, otwarcie zapowiadał walkę o odzyskanie miejsca w once de gala. Sprowadzono mu jednak tak jakościowego konkurenta, że Niemiec stanął przed wyborem: albo ławka, albo odejście. MAtS przebywa w Ajaksie tylko na zasadzie wypożyczenia, ale wątpliwe, by wrócił jeszcze do gry w Barcelonie. Łatwo wyobrazić sobie podobny scenariusz w linii pomocy, biorąc pod uwagę, jak błyskawicznie Rodri zaadaptował się do systemu Flicka.
W przypadku De Jonga najbardziej dziwić może tempo, w jakim płynie czas. Trochę tak jest, że myśląc o nim, wciąż mamy przed oczami młodego, gniewnego pomocnika, który za czasów Ajaksu bawił się na Bernabeu w Lidze Mistrzów. Teraz mówimy jednak o piłkarzu, który zaczął swój ósmy sezon w Barcelonie, a w maju skończy 30 lat. Gdyby Holender spełnił pokładane w nim oczekiwania, od jego nazwiska rozpoczynałoby się układanie składu na Camp Nou. Tymczasem dziś musi walczyć o to, aby w ogóle utrzymać się w kadrze “Blaugrany”. I chyba oddaje to walkowerem.

Dyskusja

Przeczytaj również