Kapitalny ruch Wisły Kraków. Wejdzie w nową piłkarską rzeczywistość
Wisła ma za sobą jubileuszowe mecze z Sevillą czy Napoli, więc Wrexham, na pozór, nie wywołuje ekscytacji, nie robi mocnego wrażenia. No cóż - pozory mylą. Pod wieloma względami Walijczycy są idealnym współtowarzyszem obchodów 120-lecia "Białej Gwiazdy".
Środowej konferencji poświęconej zapowiedzi lipcowego spotkania nie towarzyszyła wielka pompa. Owszem, poza Jarosławem Królewskim i Peterem Moore'em pojawili się przedstawiciele Wrexhamu (Mikey Thomas i Robert Faulkner), a cała czwórka długo odpowiadała na pytania zadawane również po zakończeniu oficjalnej części, ale zabrakło konkretów. Jedynym pewnikiem dotyczącym obchodów 120-lecia Wisły pozostaje towarzyskie spotkanie z Walijczykami.
Wstępnie wyznaczono również datę - 11 lipca - ale ta może się jeszcze zmienić. Królewski zdradził również, że w grę wchodzi rozegranie kolejnego sparingu, jednak nic nie zostało jeszcze przyklepane, toteż powstrzymano się od deklaracji. Kibiców Wisły zostawiono z Wrexhamem i obietnicą, że na tym świętowanie się nie zakończy.
Cóż, to cokolwiek udany start. A już na pewno imponujący z marketingowego punktu widzenia.
Inny świat
Pojawiają się głosy deprecjonujące starcie z ekipą z Championship. Wrexham nie brzmi tak dumnie jak Sevilla lub Napoli, z którymi Wisła dawniej walczyła. Dla wielu to również nazwa mniej ekscytująca niż Lazio, o Włochach długo spekulowano w kontekście towarzyskiego grania z "Białą Gwiazdą". Podkreśla się brak piłkarzy rozpoznawanych na całym globie, takich, których większość kibiców wymieni z głowy.
Ale to wszystko nie ma szczególnego znaczenia.
Nie chcę wpadać w ton ekstatyczny. Na spotkanie z Walijczykami należy jednak spojrzeć szerzej. Wisła rozegra jubileuszowy mecz z globalną marką, klubem wykręcającym absurdalne wyniki w mediach społecznościowych. Klubem docierającym nawet do tych, którzy nie są szczególnie pochłonięci futbolem. Wrexham na swój serial na platformie Disney+, grubo ponad milion obserwujących na Instagramie i TikToku. W rzeczywistości, w której każda drużyna zabija się o uwagę młodszego pokolenia, są to wartości nie do przecenienia.
O spotkaniu z Lazio raczej prędko by zapomniano. Włosi zwyczajnie nie mają podobnej siły przebicia. Na TikToku, kluczowej obecnie platformie, obserwuje ich ponad pięć razy mniej osób niż Wrexham. Wyświetlenia mają zaś trzy razy gorsze. A przecież ekipa z Racecourse Ground jeszcze nie wyściubiła nosa za drugi poziom rozgrywkowy w Anglii. Jeśli zaś awansuje do Premier League, nabierze dodatkowego rozpędu, a o grze z nią i związaną z tym promocją marzyć zacznie 90% klubów w Polsce. Ten sparing jest ze strony Wisły inwestycją o bardzo niskim stopniu ryzyka.
Otwiera również szanse na nawiązanie kolejnych współprac. W kilka godzin po ogłoszeniu sparingu Wisła stała się bardzo eksponowana w social mediach Walijczyków, ale też poza nimi, czego przykładem konto lotniska im. Johna Lennona w Liverpoolu, które zachęca do skorzystania ze swoich usług i wizyty w Krakowie. Będę zdziwiony, jeśli tak prędko budowany kapitał nie zaprocentuje w przyszłości, tym bardziej, że w "Białą Gwiazdę" coraz mocniej angażuje się Moore.
Brytyjczyk, były zawodnik "The Red Dragons" (szczegóły TUTAJ), konkretnie pomaga klubowi, którego jest mniejszościowym właścicielem. Jego rola nie ogranicza się jedynie do brylowania nazwiskiem, ale też konkretnych działań, co wreszcie widać. Bez Moore'a nie byłoby sparingu z Wrexham - okna wystawowego, innego zupełnie niż rywalizacja z Realem, Lazio albo Barceloną. Ich bazy kibicowskie są jasno określone, skoncentrowane. Wrexham zaś to zespół odbierany inaczej, bardziej zjawisko popkulturowe, przyciągające też uwagę postronnych. Widzimy to nawet na własnym przykładzie, treści związane z Walijczykami sprawdzają się naprawdę dobrze.
Sponsorzy zaś coraz mocniej kochają "The Red Dragons". Niedawna inwestycja Apollo Sports Capital sprawiła, że finanse klubu zwiększono o prawie 50 milionów funtów. Już wcześniej Wrexham wyceniano na 350 mln. W poprzednim sezonie każdy (sic!) mecz tego zespołu był transmitowany w USA, a tournee po Australii i Nowej Zelandii wypełniło stadiony. Klub pozostaje na dorobku, ale jego rozwój jest niezaprzeczalny.
Warto również pamiętać, że ściąganie do Krakowa ekip z samego szczytu byłoby wyjątkowo trudne w związku z mistrzostwami świata. Takie drużyny potraktowałyby sparing jako, no cóż, sparing, a to rodzi prawdopodobieństwo wystawienia trzeciego, może czwartego składu. Wrexham, mimo nabitego kalendarza i walki o awans do Premier League, może pozwolić sobie na nieco więcej. I chce. Thomas zapowiedział, że ten mecz będzie towarzyskim tylko z nazwy.
Połączeni historią
Jest również inny czynnik, który sprawia, że na spotkanie z Wrexham Wisła patrzy w sposób szczególny. Chodzi o wspólną historię. Ta wcale nie kończy się na zaangażowaniu ze strony kibiców, ratujących swoje drużyny przed pogrążeniem w katatonii.
Po II wojnie światowej w Penley, w hrabstwie Wrexham, utworzono szpital dla polskich żołnierzy walczących u boku aliantów. W ciągu 56 lat jego istnienia w tamtejszym oddziale położniczym przyszło na świat ponad 2000 dzieci. Ośrodek, swoistą wioskę w wiosce, określano mianem "polskiej krainy czarów". Placówkę zamknięto na początku 2002 roku, a jej historię opisywało między innymi BBC.
Wrexham i Kraków łączy również postać Alfreda Konkiewicza. Byłego zawodnika "Białej Gwiazdy", działacza klubu i PZPN-u. Historia Wisły przypomniała, że Konkiewicz był dowódcą 70 pułku piechoty. Po wojnie pozostał na emigracji w Walii i zmarł w 1953 roku. Spoczywa w bezimiennym grobie w Wrexham.
"The Red Dragons" naprawdę nie przyjadą do Krakowa przez przypadek.