Klub Ekstraklasy rozbity. Bomba z opóźnionym zapłonem. Marzyli o pucharach, będzie spadek?
Przez krótki moment sezonu Cracovia gościła na szczycie tabeli Ekstraklasy. I chociaż był to jedynie epizod, kibice "Pasów" spoglądają na niego z rozrzewnieniem. Tych kilka miesięcy temu wszystko wydawało się zmierzać w dobrym kierunku. Teraz zaś rozeszło się na boki, a bardziej prawdopodobny niż puchary wydaje się spadek.
Cracovia zaliczyła wystrzałowy start rywalizacji w Ekstraklasie. Na sam początek rozbiła Lecha Poznań i pokonała Termalicę, która chwilę wcześniej zaskoczyła Jagiellonię. Ekipa Luki Elsnera zbierała wyłącznie pozytywne recenzje. Chwalono przede wszystkim Ajdina Hasicia, Filipa Stojilkovicia i samego trenera. Nikt nie widział przypadku w przeszło 80 spotkaniach Słoweńca na poziomie Ligue 1.
Ten jakże przyjemny okres trwał dłużej niż dwie kolejki. W gruncie rzeczy w pierwszych 10 spotkaniach trudno się było się do "Pasów" przyczepić. Wygrali sześć meczów, trzy zremisowali, jedynie Jagiellonia okazała się lepsza. Co więcej, drużyna wywalczyła pewny awans w Pucharze Polski. W kraju robiło się już coraz zimniej, ale nad stadionem przy Kałuży świeciło pełne słońce. Zamykając wrzesień, Krakowianie zajmowali trzecią pozycję, byli równi punktami z liderującą "Dumą Podlasia" i Górnikiem Zabrze.
Teraz jednak na tych rywali Cracovia patrzy tęsknym wzrokiem, bo jej celem nie jest już mistrzostwo, ale przetrwanie. Klub, pogrążony w konfliktach, sporach i różnicach charakteru, został osłabiony od środka.
Pierwsze zmiany
Jako pierwsze zaczęły nie domagać wyniki. Październik i listopad były dla zespołu wyjątkowo trudne. Finalnie Elsner postanowił nieco zmienić wyjściową formację - z 3-4-2-1 na 4-3-3 - a to na moment naprawiło sytuację. Drużyna nie wróciła może na zwycięską ścieżkę, ale przynajmniej nie przegrywała meczu za meczem. Jednocześnie problemem wciąż pozostawał zanik formy Stojilkovicia. Liga nauczyła się napastnika, który od wrześniowej potyczki z GKS-em Katowice strzelił tylko jednego gola.
W buty Szwajcara z początku sezonu nikt jednak nie potrafił wejść. Zespół wciąż ciągnął przede wszystkim Hasić. To właśnie Bośniak pozostaje najlepszym obok Stojilkovicia strzelcem drużyny w tym sezonie. Na kontach obu zawodników widnieje po siedem bramek, przy czym należy pamiętać, że "dziewiątki" nie ma w Krakowie od początku lutego. Chwilę wcześniej Cracovia zaczęła psuć się wewnętrznie.
W styczniu z klubem pożegnał się Mateusz Dróżdż, dotychczasowy prezes. Kierował on wcześniej Zagłębiem i Widzewem, gdzie jego kadencja również była oceniana niejednoznacznie. Do Cracovii nie udało mu się ściągnąć sponsora tytularnego stadionu, co było podstawą wszelkiej krytyki, ale z drugiej strony trafił z Elsnerem, który jeszcze w styczniu miał mocną pozycję, mimo stanowczych słów Dróżdża w końcówce ubiegłego roku.
- Diagnozy, które dokonuje są dobre, ale wszystkich nas rozliczają z wyników. Jeśli mamy się rozliczać - nie chodzi tutaj tylko o trenera Elsnera czy o sztab - to zostanie to dokonane po meczu z Lechem Poznań. (...) Zawodnicy mają nasze pełne zaufanie, ale jeśli powtórzy się taki mecz jak w Radomiu czy w Częstochowie, to moja reakcja będzie stanowcza - zapowiadał w rozmowie z 365dniopilce. Ostatecznie Elsner zwolniony nie został, ale prezes posadę stracił.
Według Elżbiety Filipiak, wchodzącej w jego miejsce, przyczyn zwolnienia należało upatrywać w zaniedbaniu spraw pozasportowych, również w marketingu i komunikacji. Nade wszystko jednak martwił brak sponsorów - umowa Cracovii z Comarchem obowiązuje tylko do końca bieżącego sezonu. To problem wciąż trapiący "Pasy". Mimo ciągłych zmian - a może w związku z nimi - nie udało się tej sprawy wyjaśnić.
Chwilowa rewolucja
Dróżdż, chociaż stawiał Elsnerowi warunki, chciał, aby szkoleniowiec kontynuował pracę. Trener też czuł się w Krakowie dobrze, w listopadzie odrzucił bardzo intratną ofertę z MLS, co były prezes potwierdził w niedawnym wywiadzie dla Interii. W podjęciu takiej decyzji musiały pomóc zapowiedzi ze strony Dróżdża. Chodziło o zimowe okienko i przygotowanie zespołu na drugą rundę.
- Obiecałem trenerowi, że po pewnej dacie nie będziemy już sprzedawać zawodników, a do określonej daty dostarczymy mu wszelkie zastępstwa - powiedział Dróżdż w rozmowie ze wspomnianym portalem. Szkopuł w tym, że na transfery właściwie już nie miał wpływu.
Z "Pasami" na moment przed startem drugiej rundy rozstał się Stojilković, za trzy miliony poszedł do Pisy. Odszedł również Mikkel Maigaard, ważny zawodnik środka pola trafił do Wieczystej. Wzmocnienia zaś były, ale albo niekoniecznie udane, albo późne. Pau Sans, Maxime Dominguez, a także Beno Selan dołączyli na kilka dni przed starciem z Termalicą. Wiktora Bogacza udało się sprowadzić już po dwóch kolejkach drugiej rundy. Młodzieżowy reprezentant Polski pozostaje przy tym tylko teoretycznym następcą Stojilkovicia, bo w lutym złapał poważną kontuzję, do tej pory wybiegał raptem 16 minut.
To wszystko miało miejsce podczas krótkiej kadencji Filipiak. Wdowa po Januszu Flipiaku zajmowała stanowisko prezeski przez raptem półtora miesiąca. W oświadczeniu przesłanym do Przeglądu Sportowego Onet uderzała między innymi w Roberta Platka. Amerykanin polskiego pochodzenia rozpoczął rządy w Cracovii latem 2025 roku. Zdaniem Filipiak nie potrafił zapewnić klubowi komfortowej sytuacji, a do tego szybko pozbawiono działaczkę realnej mocy sprawczej.
- Dziś, z perspektywy bezpowrotnie straconego czasu, widzę, że większościowemu akcjonariuszowi nie udało się wypracować stabilnego modelu, który zapewniłby klubowi bezpieczeństwo finansowe na kolejne sezony. (...) W praktyce zdarzało się, że kluczowe decyzje zapadały bez mojego udziału lub wbrew moim rekomendacjom, co uniemożliwiało prowadzenie spójnej polityki. (...) Mimo że wątpliwości narastały, nie artykułowałam ich, cierpliwie oczekując pozytywnego rozwoju sytuacji. Z czasem jednak narastało poczucie, że zakres odpowiedzialności oraz poziom mojej troski o sprawy klubu nie idzie w parze z zakresem realnych narzędzi decyzyjnych. Dlatego uznałam, że uczciwe będzie ustąpienie, a nie firmowanie decyzji, z którymi fundamentalnie się nie zgadzam - przekazała.
W ciągu dwóch miesięcy Cracovia pożegnała dwóch prezesów. A nie był to koniec przepychanek z Filipiak. W marcu rozpoczął się konflikt dotyczący sprzedaży Cichego Kącika. David Amdurer i Murat Colak, reprezentujący Platka, urządzili głośną konferencję prasową, na której przypomniano transakcję z 2025 roku - Filipiak poprzez spółkę Sienna Investment PSA kupiła nieruchomość na Cichym Kąciku. To historyczny teren Cracovii.
- Mieliśmy tereny należące do klubu, które mogły być szansą dla sportowców Cracovii. Mogliśmy je wykorzystać, a zostały oddane. To srebra rodowe Cracovii. To nasza działka. Niech pani ją odda - domagał się Amdurer. Spór ten, podobnie jak kwestia współpracy z Comarchem, wciąż nie został rozstrzygnięty.
Trener ma dość, klub też
Ciągłe przepychanki, brak spójnej wizji i niezrealizowanie wcześniejszych obietnic wpłynęły na Elsnera. Zaraz po kolejnym przegranym meczu (tym razem z Legią), Słoweniec podał się do dymisji. Rezygnacja nie została jednak przyjęta przez Platka.
- W poniedziałek odbyłem rozmowy z właścicielem, nie chodziło stricte o sprawy sportowe. Zaoferowałem swoją rezygnację, która nie została przyjęta przez klub - przyznał wtedy. Być może uniósł się honorem, a być może chciał wyprzedzić ruch będący tylko kwestią czasu. Elsner nie zostawiał "Pasów" w czołówce tabeli.
Fatalna forma w drugiej rundzie - do meczu z Legią udało się wygrać... jeden mecz - zrzuciła zespół z podium prosto w odmęty sieczki środka tabeli. Po 25 kolejkach "Pasy" zajmowały 12. miejsce i miały raptem cztery punkty przewagi nad strefą spadkową.
- Ja to interpretuję tak, że trener Elsner ma swój honor i nie chodziło tutaj o wiarę lub jej brak w projekt, bo nie mnie to oceniać. Po prostu uznał, że w obecnej sytuacji najbardziej fair będzie, jak przedstawi swoją decyzję i zobaczy, czy będzie zbieżna z decyzją drugiej strony - starał się argumentować Dródż.
Problem w tym, że w 2026 roku Krakowianie są drugą najsłabszą drużyną w Ekstraklasie. W 11 spotkaniach zdobyli 10 punktów, słabiej wypada tylko Termalica. Jagiellonia i Górnik, niedawni sąsiedzi z tabeli, poradzili sobie lepiej o sześć i pięć punktów. W świetle tak zaciętego sezonu to absolutna przepaść.
Teraz wiemy już, że lanie od Rakowa przesądziło o przyszłości Elsnera. Jeszcze miesiąc temu klub zablokował odejście, teraz sam pokazał Słoweńcowi drzwi. Misji ocalenia "Pasów" podejmie się Bartosz Grzelak. Zadanie trudniejsze niż jeszcze kilka tygodni temu. Drużyna ma trzy punkty zaliczki, a przed nią starcia z drużynami walczącymi o utrzymanie (Pogoń, Radomiak, Korona), puchary (Zagłębie) i z naprawdę solidnym Motorem.
Nominacja dla Grzelaka jest o tyle interesująca, że to trener ceniący stabilizację i dość niechętnie zapatrujący się na przejmowanie zespołów zagrożonych spadkiem. Z drugiej strony kiedyś udało mu się utrzymać zasłużoną ekipę - w 2020 roku skutecznie prowadził AIK, skończyło się na dziewiątej lokacie. Szkopuł w tym, że Grzelak miał wtedy ponad pół sezonu, aby wdrożyć swoje metody. Nie wygrał żadnego z pierwszych... pięciu spotkań, przegrał aż trzy. Jeśli podobnie wystartuje w Cracovii, spadnie z hukiem.
Nie można tego wykluczać. Pierwsze sześć spotkań Grzelaka w Fehervarze, gdzie również wkraczał w trakcie sezonu, to zwycięstwo, trzy remisy i dwie porażki. W Ujpeście, w którym pracę zakończył w maju 2025 roku - trzy zwycięstwa, trzy porażki. Widać, że to trener potrzebujący czasu. Tego zaś w Cracovii nie ma.
Wielkie testy
"Cracovii" niewątpliwie nie brakuje odwagi, chociaż nosi ona znamiona irracjonalności. Na poszukiwania tożsamości wybrano się w krytycznym momencie sezonu. Zmiany na stanowisku prezesa, spór z Filipiak, zamieszanie z Elsnerem, brak przekonujących transferów, wreszcie zaś kolejne roszady w zarządzie. 16 kwietnia zwolniono Jarosława Gambala, szefa skautingu, człowieka odpowiedzialnego za transfery. Takie rozwiązanie wisiało w powietrzu od dłuższego czasu, bo "Pasy" postanowiły dać szansę debiutantowi.
Miejsce specjalisty - zbierającego naprawdę świetne recenzje (poza ostatnim okienkiem) - zajął Artur Sobiech. Byłego reprezentanta Polski zatrudniono pod koniec marca, zajął stanowisko dyrektora ds. piłki nożnej. De facto z miejsca ograniczył kompetencje Gambala. Sobiech nigdy wcześniej nie pracował w żadnym klubie na zbliżonym stanowisku. Jeszcze rok temu występował w barwach cypryjskiego Ethnikos.
Wydaje się, że Gambal o nowe miejsce pracy martwić się nie musi, przymierzano go między innymi do Legii. Cracovia zaś musi martwić się o utrzymanie. Na ten moment ma w tej walce niewiele argumentów. Optymizmem nie napawają losy innych klubów Platka (Casa Pia walczy o przetrwanie w Portugalii, Spezia po sprzedaży obrała kurs na Serie C). Przy Kałuży mógł spełnić się sen dotyczący odbudowy wielkiej drużyny, ale w tym momencie bliżej jest ziszczenia się koszmaru. Rezygnująca z fotela prezeski Filipiak krytykowała brak planów dotyczących obchodów 120-lecia klubu, ale raczej nie zakładała, że Cracovia może je "świętować" w I lidze.