Mourinho z niego zakpił, riposta była brutalna. "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

Mourinho z niego zakpił, riposta była brutalna. "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"
IMAGO / pressfocus
Mateusz - Jankowski
Mateusz JankowskiDzisiaj · 09:36
Na początku kariery błąkał się po niższych ligach, był odsyłany z kąta w kąt. W tym sezonie skarcił już Real Madryt, po czym strzelił gola na miarę nagrody Puskasa. Troy Parrott i wielka piłka to dziś papużki nierozłączki.
Bywają gole, po których szczęka sama kieruje się w stronę podłogi. Właśnie takiego strzelił niedawno Troy Parrott w rywalizacji z Austrią. Napastnik przyjął podanie od Adama Idaha, będąc osamotniony w ataku. Kompletnie nie przejął się jednak przewagą liczebną podopiecznych Ralfa Rangnicka. Najpierw założył siatkę Phillipowi Lienhartowi, potem ograł Davida Affengrubera, a kiedy stanął już oko w oko z Florianem Wiegele, nie zawahał się. Płaskim strzałem wykończył akcję, która momentalnie stała się viralem. Być może to najładniejsze trafienie w całej nie tak wcale długiej historii Ligi Narodów. Na pewno był to zaś dowód na to, że Irlandia po raz pierwszy od czasów Robbie’ego Keane’a ma napastnika klasy światowej.
Dalsza część tekstu pod wideo
- To najpiękniejszy gol, jakiego dziś zobaczysz. Parrott stworzył dzieło sztuki, dryblując i wijąc się pomiędzy rywalami niczym wąż. Był nietykalny i niedościgniony dla obrońców. To był “Paradona” - opisano na łamach The Irish Times.

“Kogut” w klatce

Kariera Parrotta na dobre rozpoczęła się w wieku 16 lat, kiedy dołączył do akademii Tottenhamu. Już rok później zadebiutował w seniorach przy okazji porażki z Colchester w Carabao Cup. Jako 17-latek zagrał też w Premier League przeciwko Burnley. Nie pokazał może zbyt wiele, natomiast kibice “Spurs” byli podekscytowani nową postacią w składzie. Oczami wyobraźni kreślili scenariusz, w którym wychowanek staje się następcą Harry’ego Kane’a. Optymistyczne nastroje w brutalny sposób tonował Jose Mourinho. Ówczesny trener Londyńczyków mówił wprost, że Troy jeszcze nie jest gotowy na regularną grę. Powtarzał, że ma talent, ale to za mało i on będzie decydował, kiedy młodzian dostanie kolejną szansę. W nieco kpiący sposób dodał też, że niektórzy kibice nawet nie wiedzą, jak wygląda Parrott, ale domagają się, aby grał w pierwszym składzie.
Napastnik nie zawojował zatem Tottenhamu. Zaczął być odsyłany na kolejne wypożyczenia do niższych lig w Anglii, gdzie radził sobie co najwyżej średnio. Bez większych sukcesów zwiedził Millwall (zero goli w 14 meczach), Ipswich (dwa trafienia w 18 spotkaniach), Preston (cztery bramki w 34 występach). Dopiero w MK Dons pokazał się z lepszej strony, notując 17 G/A w 47 występach. Po latach przyznał, że w tamtym momencie zrozumiał błędy, które wcześniej popełniał. Zaczął bardziej przykładać się do treningów, zmienił dietę, zainteresował się technikami wpływającymi na jakość snu. W MK Dons częściej grał jako “dziesiątka”, co wpłynęło na wzrost liczby asyst. Zrozumiał wreszcie, że jeśli zawiedzie na poziomie League One, jego kariera może legnąć w gruzach.
Latem 2023 roku odszedł na kolejne wypożyczenie, tym razem do Excelsioru. I to właśnie Holandia okazała się jego ziemią obiecaną. Powszechnie wiadomo, że w Eredivisie ofensywni piłkarze mają większe pole do popisu niż choćby w Championship. Parrott doświadczył tego na własnej skórze, w sezonie 2023/24 zdobył 17 bramek w 32 meczach. Rafael van der Vaart zachwycał się jego instynktem strzeleckim i wróżył świetlaną przyszłość. AZ Alkmaar postanowiło zainwestować w Irlandczyka cztery miliony euro.
- Tutaj jest coś takiego w powietrzu, co sprawia, że czuję się lepiej. Dwa, trzy lata temu nigdy bym nie przypuszczał, że tak spodoba mi się życie w Holandii, ale naprawdę tak jest. To coś zupełnie innego niż przeprowadzka z Irlandii do Anglii. Teraz poznaję inną kulturę, zbieram nowe doświadczenia. To wszystko jest tak ekscytujące i przyjemne. Dzięki temu odzyskałem też radość z gry w piłkę. Wcześniej bywały sezony, w których w ogóle nie odczuwałem szczęścia. Teraz nie wywieram na siebie presji. Świat nie zatrzymuje się po jednym nieudanym meczu. Nie skupiam się np. na tym, ile muszę strzelić goli, tylko po prostu czerpię radość z każdej chwili - zdradził w rozmowie ze Sky Sports.
Dwuletni pobyt w AZ? Rewelacja. Parrott momentami bawił się w tym zespole. Tylko w poprzednim sezonie zanotował 31 goli i 12 asyst w 48 występach. Obijał słabeuszy, jak FC Faduz czy Ilves Tampere w eliminacjach Ligi Konferencji, ale potrafił też ustrzelić hat-tricka z Ajaksem w meczu wygranym 6:0. Pomógł drużynie wygrać Puchar Holandii oraz dotrzeć do 1/8 finału Ligi Europy i ćwierćfinału LK. Zapracował na transfer do klubu z wyższej półki.

Topowa inwestycja

- Szanuję Troya za odwagę i charakter. Trzeba mieć jaja, żeby wyjść ze strefy komfortu. Transfer do Holandii był wyjazdem w nieznane, ale opłaciło się. To inteligentny napastnik, widzę w nim podobieństwa do samego siebie. Ja też nie byłem może najszybszy, ale potrafiłem wykorzystać odejście na 10-15 metrach. Jeśli odpowiednio rozumiesz grę, to wystarczy - chwalił legendarny Robbie Keane na łamach Independent.ie.
W poprzednim okienku Parrott przeniósł się do Betisu za 16 mln euro kwoty stałej i cztery w bonusach. Był to najwyższy transfer w La Liga, nie licząc zakupów wielkiej trójki, czyli Realu, Barcelony i Atletico. “Verdiblancos”, jak większość ekip z Hiszpanii, muszą zaciskać pasa, aby zmieścić się w zasadach Finansowego Fair Play. Manuel Pellegrini potrzebował jednak nowego snajpera po odejściach Chimy’ego Avili i Cedrica Bakambu. Irlandczyk szybko oczarował kibiców, trafiając do siatki z Realem Madryt i Lille. Szczególnie ważna dla niego musiała być bramka zdobyta przeciwko “Królewskim”. I to nie tylko dlatego, że zapewniła cenne zwycięstwo 1:0. Przede wszystkim skarcił Mourinho, który nie dał mu zbyt wielu szans w Tottenhamie. Zemsta podobno najlepiej smakuje na zimno.
- Parrott to jedno z najgorętszych nazwisk w Hiszpanii na początku sezonu. Irlandczyk spełnia oczekiwania po tym, jak Betis wybrał go, aby stał się centralną postacią ofensywy. Wykazuje się skutecznością, opanowaniem i dryblingiem. Jego gra robi wrażenie, a wszyscy w Sewilli powtarzają, że stać go na jeszcze więcej - napisał Daniel Lagos z dziennika AS. - Obserwujemy ogromną aktywność związaną z transferem Parrotta. To zawodnik rozpoznawalny na arenie międzynarodowej, który generuje wzrost sprzedaży koszulek, wzrost aktywności w mediach społecznościowych i wpływa na strukturę sprzedaży biletów. Obserwujemy prawdziwy “boom” na jego punkcie - opowiedział dziennikowi Marca Emilio Garcia Duarte, dyrektor Betisu ds. komercyjnych.
Liczby potwierdzają wspomniany “boom”. W hiszpańskich mediach ujawniono, że w poprzednich latach klienci z Irlandii odpowiadali jedynie za 0,28% wpływów ze sprzedaży produktów na stronie Betisu. W tym sezonie wskaźnik wzrósł do 10,2%. Średnio co piąta personalizowana koszulka na stadionie jest z nazwiskiem Parrotta. Coraz więcej kibiców odwiedza stolicę Andaluzji, aby zobaczyć w akcji swojego idola.

I need a hero

Kariera klubowa 24-latka zmierza w odpowiednim kierunku, przy czym to w piłce reprezentacyjnej pokazuje absolutnie najlepszą dyspozycję. Wystarczy przypomnieć kosmiczną końcówkę eliminacji mistrzostw świata. Podczas listopadowego zgrupowania najpierw skompletował dublet na wagę zwycięstwa 2:0 z Portugalią. Dzięki temu przed ostatnią kolejką Irlandia miała siedem punktów, a Węgry osiem. W bezpośrednim starciu w Budapeszcie gospodarzom wystarczył remis, aby zapewnić sobie baraże. Madziarzy dwukrotnie obejmowali prowadzenie, ale Parrott odpowiedział trzema golami. Decydującego strzelił w 96. minucie. To był moment jak z filmu.
- To sen, to bajka. Po meczu z Portugalią powiedziałem, że marzyłem o takim momencie, ale to jest coś więcej. Nawet nie śniłem, że coś takiego może się wydarzyć. To najlepszy wieczór w mojej karierze - mówił ze łzami w oczach na antenie RTE.
Ta historia nie miała happy endu. “The Boys in Green” nie pojechali na mundial, odpadając z Czechami w półfinale baraży. Parrott robił, co mógł, ponieważ trafił do siatki zarówno w podstawowym czasie gry, jak i serii rzutów karnych. W sumie ma on na koncie 10 bramek w ostatnich siedmiu meczach Irlandii. W tym czasie oddał tylko 17 strzałów, zatem jego skuteczność mówi sama za siebie.
Irlandia ma bohatera, a Betis napastnika z prawdziwego zdarzenia. 24-latek nie został oczywiście następcą Kane’a, ani nie zawojował angielskich boisk. Ale odkąd zaczął strzelać w Excelsiorze, to nie może przestać. Nie trzeba było “papugi”, aby Parrott obronił się jakością.

Dyskusja

Przeczytaj również