Niebywałe, co wyprawia piłkarz Wisły Kraków. "Nie wierzyłem. I chyba nie tylko ja"

Niebywałe, co wyprawia piłkarz Wisły Kraków. "Nie wierzyłem. I chyba nie tylko ja"
Krzysztof Porebski / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 18:30
Powstrzyma napastnika rywali, strzeli gola, wywalczy rzut karny, zanotuje asystę. Alan Uryga to w bieżącym sezonie PKO BP Ekstraklasy prawdziwy człowiek-orkiestra. Kapitan Wisły Kraków zachwyca formą, choć jeszcze niedawno wydawało się, że jest już po drugiej stronie piłkarskiej rzeki.
Większy tekst poświęcony przemianie Alana Urygi opublikowaliśmy już w sierpniu (TUTAJ). Byliśmy wówczas po kilku pierwszych kolejkach sezonu, a doświadczony stoper, który dość nieoczekiwanie wskoczył do podstawowego składu krakowskiej Wisły na starcie bieżącej kampanii, radził sobie naprawdę dobrze. Teraz znów warto jednak poświęcić mu kilka słów, bo można odnieść wrażenie, że jest jeszcze lepszy i odkrywa w sobie gen… napastnika.
Dalsza część tekstu pod wideo

Najlepszy w “kanadyjce”

W obronie jest jak skała, a kiedy zapędzi się pod bramkę rywala - zazwyczaj przy stałych fragmentach gry - potrafi odnaleźć się tam niczym rasowy snajper. Wystarczy wspomnieć, że po odejściu Jordiego Sancheza to właśnie Uryga, ex aequo z Angelem Rodado i Marko Boziciem, jest najlepszym piłkarzem Wisły w klasyfikacji kanadyjskiej. Jeśli doliczymy mu też wywalczony rzut karny, wówczas będzie w tym rankingu nawet lepszy niż Hiszpan i Austriak.
Swoje ofensywne podboje 32-latek rozpoczął od wywalczenia jedenastki podczas starcia z GKS-em Katowice, dwa tygodnie później dorzucił asystę w meczu przeciwko Wiśle Płock, a potem upodobał sobie ratowanie drużyny w doliczonym czasie gry. Wyjazdowe spotkanie w Kielcach - bramka na 1:1 w 92. minucie. Domowy mecz ze Śląskiem - trafienie na 2:1 w 93. minucie. Rywalizacja z Rakowem przy Reymonta - asysta do Kacpra Dudy przy bramce na 2:1 w… 100. minucie.
Mierzący 191 cm wzrostu defensor kapitalnie korzysta ze swoich warunków fizycznych, ale docenić trzeba też umiejętność znalezienia się w odpowiednim miejscu, no i oczywiście samą zdolność gry głową, bo to z niej Uryga zazwyczaj robi użytek. Gola strzelonego nogą też mógł (powinien) mieć, ale w Zabrzu pomylił się w stuprocentowej sytuacji. Tak czy siak - do sytuacji w polu karnym rywala dochodzi regularnie. Łącznie oddał już 17 strzałów i wśród stoperów jest pod tym względem w ścisłej czołówce ligi. Częściej próbują tylko Rafał Augustyniak, Pau Resta i Aleks Ławniczak. Pierwszy z wymienionych wykonuje też jednak czasami stałe fragmenty gry.

Niebywałe, ile czekał

Tym bardziej nieprawdopodobnie brzmi dziś fakt, że Uryga na pierwszą bramkę zdobytą w koszulce krakowskiej Wisły czekał do… 126. występu. Przełamał się dopiero w marcu 2024 roku podczas starcia z Chrobrym Głogów. A potem nastąpił tzw. efekt keczupu i obrońca “Białej Gwiazdy” regularnie zaczął dostarczać liczby. Dziś ma na koncie 10 bramek, dorzucił też kilka asyst. Progres, jaki na przestrzeni lat zrobił pod względem gry ofensywnej, jest naprawdę imponujący. Pomogły mu w tym lata spędzone w Płocku, gdzie przez jakiś czas reprezentował tę drugą Wisłę. To tam nagle wyrósł na wyjątkowo skutecznego stopera. Przez cztery sezony strzelił aż 17 goli, w tym najlepszym miał bezpośredni udział przy 10 trafieniach.
- Oczywiście, ten pierwszy mój etap w Wiśle Kraków przed wyjazdem do Płocka był troszeczkę inny. To były mecze, kiedy nawet często w ogóle nie wchodziłem w pole karne. Moje wycieczki pod pole karne, nawet na stałe fragmenty, były tonowane. Często miałem zadania, żeby zostać, asekurować atak. Nie usprawiedliwiam się oczywiście, ale rzeczywiście dużo tych meczów się zebrało wtedy bez bramki. Później worek się rozwiązał już w Płocku. Po powrocie do Wisły Kraków też tych bramek parę padło. Ale rzeczywiście, w ekstraklasie to jest dopiero druga bramka, a pierwsza na Reymonta. Myślę jednak, że pewnie nie ostatnia - tak defensor Wisły mówił po meczu ze Śląskiem w rozmowie z Bartoszem Karczem z Gazety Krakowskiej.
Co natomiast istotne, Uryga bardzo dobrze wywiązuje się też z tych bardziej podstawowych obowiązków, brylując w grze defensywnej. W ostatnich latach z jego formą i zdrowiem bywało oczywiście bardzo różnie, często był też (czasami zasłużenie, czasami bezpodstawnie) ostro krytykowany przez sympatyków klubu. Jeszcze na początku bieżącej kampanii można było zaobserwować spore pokłady nieufności wobec kapitana Wisły. Dziś jednak chyba nikt nie powie już, że Uryga na grę w podstawowej jedenastce nie zasługuje.

Ta historia będzie trwała

Gdy kilka dni temu klub poinformował o przedłużeniu z 32-latkiem umowy do 30 czerwca 2028 roku, w mediach społecznościowych “Białej Gwiazdy” nie bez powodu zobaczyliśmy lawinę pozytywnych komentarzy.
- Robocop, po tylu kontuzjach grać tak dobrze w takim wieku... Nie wierzyłem i chyba nie tylko ja. Fajnie też zaskoczyć się pozytywnie. Prowadź dalej, Kapitanie - brzmiał jeden z nich.
Trafia on w sedno. Bo naprawdę mało kto po tak poważnych i licznych kontuzjach, w mimo wszystko już dość słusznym wieku, i to po kilku latach funkcjonowania na zapleczu elity, potrafi wskoczyć na tak wysoki poziom i być absolutnie czołowym stoperem w skali Ekstraklasy. Przypomnijmy, że Uryga dwukrotnie w swojej karierze zrywał więzadła krzyżowe, a więc borykał się z chyba najgorszym dla piłkarza urazem. Ostatni raz w sezonie 2024/25.
Powoli wychowanek Wisły pracuje na status klubowej legendy, jeszcze w tym sezonie powinien spokojnie przekroczyć barierę 200 rozegranych meczów w koszulce z białą gwiazdą. A biorąc pod uwagę fakt, że przedłużył kontrakt na dwa kolejne lata, licznik pewnie będzie bił. Kto wie, może Uryga to właśnie na Reymonta zakończy swoją karierę? Biorąc pod uwagę jego przywiązanie do klubu, chyba nikogo nie zdziwiłby taki scenariusz.

Dyskusja

Przeczytaj również