Kadra i PZPN mają problem. "Fatalnie to świadczy"

Kadra i PZPN mają problem. "Fatalnie to świadczy"
Tomasz Jastrzebowski / pressfocus
Szymon - Janczyk
Szymon JanczykDzisiaj · 18:30
Gdybyśmy chcieli podsumować jesienne zgrupowanie reprezentacji Polski jednym słowem, w którym zamkniemy problemy i bolączki kadry, nie musielibyśmy wertować słownika w nieskończoność. Organizacja - to hasło, od którego trzeba wyjść, gdy rozmawiamy o tym, co nie działa w drużynie narodowej.
W przypadku reprezentacji Polski „organizacja” to słowo bardzo pojemne. Problemy z nią dotykają przede wszystkim PZPN, lecz na tym polu wyłożył się także Jan Urban wraz ze swoim sztabem. Na przełomie września i października zadbano co prawda o to, żeby kadra pomieszkiwała w dwóch różnych lokalizacjach, ale na zaplanowaniu logistyki chyba się to zakończyło.
Dalsza część tekstu pod wideo
Organizacja zawiodła reprezentację Polski na boisku, była problemem podczas selekcji zawodników, gdy nie udało się właściwie wskazać czy przewidzieć tego, co stało się w kolejnych dniach. Wreszcie organizacja zawodzi też wtedy, gdy odnosimy ją do pracy sztabu - rozmowa o braku konkretnych rozwiązań sprowadzana jest przez selekcjonera do braku czasu, którego nie brakuje innym, rywalom.

Reprezentacja Polski Jana Urbana ma problem z organizacją - gry i składu

Patrząc na decyzje Jana Urbana w zakresie tego, kto dostał od niego szansę i jak te szanse się rozkładały, widzimy wręcz szereg problemów wynikających ze złego planowania, błędnej oceny sytuacji:
  • brak powołania napastnika w obliczu kontuzji, co zemściło się, gdy Robert Lewandowski pauzował za kartki;
  • tylko jeden klasyczny lewy obrońca w kadrze, w dodatku szybko negatywnie zrecenzowany za grę w obronie;
  • Lewandowski grający w pierwszym meczu zamiast drugiego, mimo świadomości zmęczenia podróżą.
To trzy najbardziej oczywiste sprawy, ale w mniejszych sprawach organizacja też się rozjeżdżała. Ciężko zrozumieć to, że Wojciech Mońka przebimbał trzy mecze na trybunach, żeby na koniec zostać odesłanym do młodzieżówki. Brak choćby epizodu na ławce, w roli zmiennika, to sygnał, którym selekcjoner zakopał zawodnika, zamiast go budować.
Niezrozumiała była też rotacja Przemysławem Wiśniewskim i Kacprem Potulskim. Ten drugi rozegrał dobre zawody na otwarcie zgrupowania, po czym na dobre wylądował na ławce. Gdy istniała szansa pójścia za ciosem i wystawienia go w drugim meczu, szansę dostał Wiśniewski. Pierwszą i ostatnią na tym zgrupowaniu: zaraz potem odstawiono go na trybuny.
Podobny brak logiki można odnieść do Michała Skórasia. Skrzydłowy, który zaczął zgrupowanie od występu w pierwszym składzie, wszedł z ławki w drugim meczu i zniknął na drugą połowę zgrupowania. Przed niego wskoczył dowołany Oskar Pietuszewski, którego brak na pierwotnej liście tłumaczono niewiedzą co do faktycznego stanu jego zdrowia i formy.
Jak to świadczy o organizacji wewnątrz sztabu i federacji?

Co zrobił PZPN, żeby podnieść jakość pracy na zgrupowaniach?

Odpowiadając samemu sobie: świadczy to tak samo jak świadczą pozostałe decyzje. Na wstępie usłyszeliśmy, że zdaniem trenera bramkarzy problemem golkiperów w kadrze jest brak doświadczenia i ogrania w meczach międzypaństwowych. Od razu zrodziło to pytanie: skoro tak, to czemu na kadrę nie przyjechał najbardziej doświadczony z bramkarzy, nawet w roli zmiennika?
Wobec tego i kontuzji Kamila Grabary pierwszym w hierarchii został Marcin Bułka - ten sam, który zaraz po transferze do ligi, w której obecnie występuje, dowiedział się, że "taki kierunek mu nie pomaga" w walce o grę w kadrze.
W decyzjach sztabu sprzeczność pogania sprzeczność także gdy mówimy o planowaniu życia i gry kadry, nie tylko o samych nazwiskach. Jan Urban narzekający na brak czasu, rzucający, że przeciwnicy mogli pracować nad rozwiązaniami podczas mundialu, wystawił sobie fatalną cenzurkę, bo wszyscy pamiętamy, co działo się przed mistrzostwami świata. Wtedy zgrupowanie po prostu odbębniono, umieszczono mecze i treningi na maksymalnie krótkiej przestrzeni czasu, odbierając sobie szansę na pracę szkoleniową.
Fatalnie o organizacji pracy sztabu, ale też o naszej organizacji na boisku, świadczy to, co działo się podczas trzech z czterech spotkań Ligi Narodów. Brak spójności w pressingu, błędy w organizacji bez piłki, wspomniany nawet przez zawodników brak konkretnych zasad czy zachowań w defensywie, problemy w obronie stałych fragmentów gry - wszystko to sprawy, którymi rywale przewyższali Polaków, co zdeterminowało obecny układ tabeli w grupie.
Zawodnicy wyrazili poparcie dla selekcjonera, nie muszą mieć powodów, żeby narzekać na samą postać Jana Urbana. Ich wypowiedzi po meczu ze Szwecją były jednak wyraźną sugestią, że pewnych rozwiązań, narzędzi im brakuje. Nawet jeśli popełnione błędy na końcu najmocniej obciążają ich konto i sumienie, to należy spytać: co PZPN przez lata zrobił, jak zajął się warstwą organizacyjną wokół kadry, żeby podnieść jakość pracy na zgrupowaniach?
W Lidze Narodów mierzyliśmy się ze Szwedami, którzy zatrudnili w sztabie eksperta od SFG z Premier League, dwóch analityków czy trenera przygotowania fizycznego. Z Bośniakami, którzy zatrudnili dwóch zagranicznych analityków czy asystenta z bogatym doświadczeniem w 2. Bundeslidze.
W sztabie Jana Urbana takich ekspertów nie ma. Nie widać w nim jakości oczekiwanej od najważniejszej drużyny w kraju. Może dlatego w konfrontacji z tymi, którzy o takie detale zadbali, wypadamy gorzej?

Dyskusja

Przeczytaj również