Oto faworyt do mistrzostwa Anglii. Wieloletni hegemon za podium? Startuje Premier League!

Oto faworyt do mistrzostwa Anglii. Wieloletni hegemon za podium? Startuje Premier League!
rarrarorro / shutterstock
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 06:50
Rozpoczynamy nowy sezon Premier League! Z tej okazji przyjrzałem się każdej drużynie, która staje do rywalizacji na angielskich boiskach. Efektem poniższy ranking oceniający siłę zespołów na starcie rozgrywek.
Zestawienie zostało podzielone na cztery części: pierwsza dotyczy zespołów, które najprawdopodobniej będą walczyć o utrzymanie. Druga poświęcona drużynom z potencjałem na środek tabeli. W trzeciej spotkamy pierwszych pucharowiczów. Czwarta zaś, największa objętościowo, mówi o pięciu najsilniejszych (jak się wydaje) ekipach Premier League. Granica między każdą częścią jest rzecz jasna płynna, a w trakcie okienka może się jeszcze dużo wydarzyć, co w oczywisty sposób wpływa na ocenę siły danego klubu.
Dalsza część tekstu pod wideo

Miejsca 20-16: Hull City, Fulham, Coventry City, Newcastle United, Everton

Już sam awans Hull City był niemałym zaskoczeniem i zaprzeczeniem statystyk. Transfery beniaminka nie rzucają zaś na kolana, wobec czego trudno uwierzyć, aby "Tygrysy" przetrwały w elicie. Jednocześnie to klub tak nieprzewidywalny, że może spróbować powtórzyć wyczyn ubiegłorocznego Sunderlandu. Problemy, tu bez zaskoczenia, będzie też miało Coventry City, którego kadra zbudowana jest dookoła piłkarzy znających angielski futbol. Kluczem do ewentualnego sukcesu dominatora Championship pozostaje Frank Lampard, Anglik stoi przed wielką szansą na udowodnienie jakości w elicie. Równie poważny test czeka Alvaro Arbeloę, który zastąpił Marco Silvę w Fulham. Ruchy "The Cottagers" wywołują przede wszystkim zgrzytanie zębów wśród fanów, zwłaszcza strata Harry'ego Wilsona i Raula Jimeneza wygląda niepokojąco. Newcastle United przeszło całkowitą rewolucję, zmienił się trener i kręgosłup zespołu. "Sroki" przegrały większość negocjacji transferowych, trudno szukać optymizmu w ich poczynaniach. Everton pozostaje Evertonem - prawdopodobnie przetrwa, ale nie ma tu papierów na sukces.

Miejsca 15-11: Ipswich Town, Crystal Palace, Sunderland, Leeds United, Nottingham Forest

Ipswich Town postanowiło podążyć drogą Sunderlandu i skupić się na eksplorowaniu rynku francuskiego, co "Czarnym Kotom" dało rewelacyjne korzyści. Do beniaminka powędrowali więc Emersonn, Julio Enciso, Abdoul Ouattara oraz Cedric Kipre, a teraz mówi się jeszcze o Breelu Embolo. Poza tym Ipswich postawiło na kilku graczy z doświadczeniem w Premier League oraz sprawdzonego w boju trenera. Gary O'Neil ma za zadanie nawiązać do najlepszych momentów z Bournemouth. Wspomniany już Sunderland tym razem zaciska pasa. Regis Le Bris stracił kilku zawodników, ale na swoje szczęście żadnego bezwzględnie kluczowego. Z drugiej strony na Stadium of Light trafił tylko jeden nowy piłkarz, a to nigdy nie kończy się zbyt dobrze, zwłaszcza, że dochodzą spotkania w Lidze Europy. Na drugiej stronie skali znajduje się Crystal Palace, gdzie zmian było aż za dużo. Na całe szczęście "Orły" zatrzymały Ismailę Sarra, swojego niekwestionowanego gwiazdora. Jednocześnie jednak Maxence Lacroix przeszedł do Chelsea, natomiast Oliver Glasner do Nottinghma Forest. Pierre Sage, były szkoleniowiec Lens, to największa niewiadoma, jeśli chodzi o Londyńczyków. Bardziej stabilnie wyglądają Leeds United i Nottingham Forest. Kibice "Pawi" podchodzą bardzo optymistycznie nastawieni do kolejnego sezonu, w ekipie "The Tricky Trees" też panują dobre nastroje, wzmocnione jeszcze po sprowadzeniu Glasnera. Oba kluby powalczą o górną połówkę.

Miejsca 10-6: Brentford, Aston Villa, Bournemouth, Brighton, Tottenham

Kibice Brentfordu niebezzasadnie obawiali się o przyszłość klubu, kiedy Thomasa Franka zastąpił pozbawiony doświadczenia Keith Andrews. Irlandczyk pokazał jednak, że pomysł na zespół może mieć nawet lepszy niż Duńczyk, "The Bees" zaskakująco długo walczyły o europejskie puchary, natomiast prawy obrońca Michael Kayode był rewelacją całej Premier League. Bardzo dobrze wyglądali ponadto Dango Ouattara i Igor Thiago. Latem Brentford, nieco wbrew dotychczasowej polityce, nie sprzedało gwiazdorów, a wręcz się wzmocniło, co daje nadzieję na ugruntowanie pozycji w angielskiej elicie. Równie pozytywnie ciężko wypowiadać się o Aston Villi, w której Unai Emery stale zakrzywia rzeczywistość. Drużyna Hiszpana punktuje lepiej niż wskazywałyby na to statystyki. Tym razem "The Villans" zmierzą się nie tylko z logiką, ale i brakiem dotychczasowych liderów. Zion Suzuki prawdopodobnie da więcej niż Emiliano Martinez, ale odejścia Morgana Rogersa, Youriego Tielemansa, Lucasa Digne'a i możliwe sprzedaże Matty'ego Casha, Ezriego Konsy czy Olliego Watkinsa to poważne problemy, zwłaszcza, jeśli odpowiedzią ma być wypożyczenie Alejandro Garnacho. Ekipę z Villa Park czeka jeszcze rywalizacja w Lidze Mistrzów, a na to kołderka wydaje się za krótka. Emery chciał przebudowy, ale kogoś chyba poniosło z rewolucyjnymi poglądami.
Z europejskimi pucharami zmierzy się też Bournemouth, które sensacyjnie weszło do Ligi Europy. "Wisienki" przywykły już do transferów najważniejszych piłkarzy, toteż po przenosinach Marcosa Senesiego nikt nie rozdzierał szat, tym bardziej, że Argentyńczyka zastąpił Antonio Silva z Benfiki. Najważniejszą sprawą dla Bournemouth pozostaje powierzenie sterów Marco Rose. Niemiec zajął miejsce Andoniego Iraoli, architekta sukcesu niewielkiego klubu. W Brighton obyło się bez kombinowania, Fabian Huerzeler wchodzi w trzeci sezon jako sternik "Mew". Tym razem Niemiec, który raczej nie stawia na szczególnie ofensywne granie, zapowiada ścisłe wykorzystanie stałych fragmentów. A właściwie transfery Brighton to zapowiadają - tylko jeden z nowych piłkarzy nie ma przynajmniej 180 centymetrów wzrostu. Na wzrost, ale punktowy, liczy też Tottenham. Po przetrwaniu w poprzednim sezonie "Spurs" chcą rzucić rękawicę największym i jeśli ktoś faktycznie ma naruszyć porządek, Londyńczycy wydają się odpowiednim kandydatem. Roberto De Zerbi udowodnił, że potrafi szybko dotrzeć do zawodników, a transfery, co do zasady, wypadają na plus. Jeśli jeszcze Tottenham dopnie swego i sięgnie po Savinho oraz Omara Marmousha z Manchesteru City, będzie gorąco.

5. Liverpool

Jeden rzut oka na kadrę Liverpoolu wystarczy, aby stwierdzić, że coś w tym zespole nie gra. Do tej pory, mimo usilnych prób, nie ściągnięto zastępcy Mohameda Salaha. Nie ma również nowego lewego obrońcy w miejsce Andy'ego Robertsona. Sprowadzenie Ronalda Araujo było fetowane, ale raczej przez kibiców Barcelony. W środku obrony Andoni Iraola ma więc do dyspozycji łamliwego Jeremy'ego Jacqueta, starzejącego się Virgila van Dijka, niepewnego Araujo, podatnego na kontuzje Joe'ego Gomeza i niesprawdzonego (oraz niepewnego) Giovanniego Leoniego. Jeszcze gorzej wygląda to w środku pola, gdzie po odejściu Curtisa Jonesa do Interu nie ma wielkiego pola manewru przy ewentualnych rotacjach. W odwodzie pozostają Ryan Gravenberch, Dominik Szoboszlai, Alexis Mac Allister, Florian Wirtz, a do tego młodziutki Tre Nyoni i zbliżający się do zakończenia kariery Wataru Endo. Jakościowo "The Reds" wypadają słabo.
Jeśli końcówka okienka nie przyniesie bardziej energicznych ruchów, zajęcie piątego miejsca przez drużynę Iraoli trzeba będzie traktować jako sukces. Ekipa z Anfield z pewnością nie zrezygnuje łatwo z Ligi Mistrzów, a to, wobec wspomnianych niedostatków, prosta droga do przemęczenia kilku zawodników. Iraola, który latem zastąpił konfliktowego Arne Slota, stoi przed naprawdę trudnym zadaniem. Jeszcze na początku sierpnia wyznał, że jego zawodnicy mają siły na 30 minut grania. Hiszpan pierwszy raz wchodzi do klubu wielkiego, a do tego pogrążonego w sporym rozgardiaszu.

4. Manchester City

Tarcza Wspólnoty zapaliła jedną z kolejnych lampek ostrzegawczych na The Etihad. To już nie jest ten sam zespół, który zamiatał Premier League, a różnica polega nie tylko na nieobecności Pepa Guardioli i zastąpieniu go upragnionym Enzo Marescą. Nie można wykluczyć, że Manchester City podzieli ten sam los, jaki spotkał Manchester United po legendarnej kadencji sir Alexa Fergusona. Szkot zostawił swojemu następcy drużynę zabałaganioną, sytuacja Mareski jest lepsza, ale wcale nie rzuca na kolana. Jeśli z zespołem pożegna się Marmoush, Haaland pozostanie jedyną opcją do ataku. A bez Norwega "The Citizens" czeka tragedia.
Włoski trener nie zaczął dobrze pracy, a stracił już Johna Stonesa, Bernardo Silvę, Tijaniego Reijndersa, Nathana Ake, Manuela Akanjiego, a nade wszystkim Rodriego. Nawet jeśli część z tych zawodników była jedynie uzupełnieniem składu, ich miejsce nie zostało efektywnie zajęte. Manchester City dokonał raptem jednego transferu do pierwszego składu, z Nottingham Forest wyciągnięto rewelacyjnego Elliota Andersona. To za mało, sam Anglik nie ma jakościowego zmiennika. Do formacji z trzema środkowymi pomocnikami wicemistrzowie Anglii mają... dwóch środkowych pomocników. Na jakiej podstawie uznać, że to wystarczy? Głębi Manchesteru City, zagrożonej jeszcze wobec spekulacji o kolejnych transferach wychodzących, nie da się zestawić z Chelsea czy Arsenalem. W tej sytuacji trzeba liczyć na Mareskę, a to wariant dość optymistyczny.

3. Manchester United

Manchester United zapomniał o transferach, przypomniał sobie za pięć dwunasta i w te pędy poszedł do Brighton, aby ściągnąć mającego skłonność do kontuzji Carlosa Balebę. Wcześniej "Czerwone Diabły" działały skromnie, chociaż wykonały ruchy zamaszyste. Z Chelsea wyciągnięto Andreya Santosa, z Aston Villi rewelacyjnego Youriego Tielemansa. Łączny koszt transakcji pochłonął ponad 90 mln funtów, ale udało się je nieco zrekompensować sprzedażą Rasmusa Hojlunda do Napoli. Poza tym na Old Trafford podziękowano zupełnie niepotrzebnym Jadonowi Sancho i Tyrellowi Malacii.
Sytuacja przed drugim sezonem Michaela Carricka wygląda zaskakująco spokojnie. Manchester United ma oczywiście braki na kilku pozycjach, przydałoby się odświeżyć skostniałą defensywę, ale koniec końców drużyna nie prezentuje się gorzej niż w poprzednich rozgrywkach. Udało się jej osiągnąć długo wyczekiwaną stabilizację, o czym może pomarzyć wielu ligowych rywali z Liverpoolem czy Manchesterem City na czele. "Czerwone Diabły" czekają na pełne przebudzenie, tym razem raczej też nie będą w stanie dyktować warunków walki o tytuł, ale powtórzenie wyniku gwarantującego podium pozostaje w zasięgu. To po prostu dobra drużyna, z dobrym trenerem i bardzo dobrymi indywidualnościami. Jeśli uda się to pogodzić z Ligą Mistrzów, na Old Trafford nikt nie powinien czuć się rozczarowany.

2. Chelsea

Niemająca na głowie europejskich pucharów Chelsea odczuwa silną potrzebę udowodnienia jakości. To nie udało się od 2022 roku, kiedy "The Blues" ostatni raz finiszowali w czołowej trójce. Cztery ostatnie sezony były mniejszym lub całkowitym rozczarowaniem, ostatnio skończyło się na dopiero 10. pozycji. Eksperyment z zatrudnieniem Liama Roseniora, a następnie machnięcie ręką i pozostawienie na stanowisku Caluma McFarlane'a nie mogły przynieść dobrego efektu. Przynajmniej krótkoterminowo, bo wobec zwolnienia Anglików Londyńczycy sięgnęli po Xabiego Alonso, jednego z najciekawszych szkoleniowców na rynku. Oczekiwania względem Hiszpana są gigantyczne, nawet jeśli przygoda w Realu Madryt była raczej ponura.
Alonso ma za zadanie odświeżyć zespół, przywrócić atrakcyjną piłkę na Stamford Bridge. Planem minimum dla Chelsea wydaje się powrót na podium Premier League, co powinno być o tyle łatwiejsze, że większość czołowych rywali zaangażuje się w walkę czy to w Lidze Mistrzów, czy Lidze Europy. Jednocześnie amerykańscy właściciele nie szczędzili pieniędzy na transfery, znów sprowadzono tabun piłkarzy, ale tym razem, również ze względu na wyraźne prośby samego trenera, nie postawiono wyłącznie na piłkarzy nieopierzonych. Morgan Rogers ma 85 meczów w lidze angielskiej, Maxence Lacroix 70, Danny Welbeck 400, natomiast Jordan Henderson 463, przy czym duet weteranów wciąż potrafi dać sporo nie tylko w szatni, co pokazał choćby w poprzednim sezonie. Pep Chavarria, następca Marca Cucurelli, uzbierał przeszło 100 spotkań w La Liga. Chelsea to już nie tylko poligon doświadczalny i projekt biznesowy. A przynajmniej tak wydaje się u wschodu nowego sezonu.

1. Arsenal

Mistrzowie Anglii wcale nie zaliczyli perfekcyjnego okienka - przyszyli jedynie Bruno Guimaraes, Christos Tzolis i Illan Meslier, a kwestią czasu wydaje się dołączenie Ezriego Konsy - ale trudno znaleźć zespół gotowy na równą rywalizację. W momencie, gdy wszystkie kluby z czołówki przeszły mniejszą lub większą rewolucję, Arsenal pozostaje stoicki, wyrachowany, uparcie dążący do wyznaczonego celu. Po historycznym sezonie na The Emirates głód nie został zaspokojony, lecz rozbudzony. Wszyscy liczą na powtórkę, a ich nadziejom nie brakuje uzasadnienia. Ten zespół wygląda dobrze niezależnie od tego, na jaką formację skierujemy wzrok.
Pomógł brak sprzedaży ważnych zawodników, pożegnano jedynie Leandro Trossarda, 12. zawodnika wyjściowego składu. W jego miejsce ściągnięto znacznie młodszego i póki co niebywale konkretnego Tzolisa, który błysnął w spotkaniu o Tarczę Wspólnoty. Cały Arsenal udowodnił wtedy swoją jakość, zupełnie zniszczył Manchester City, chociaż Mikel Arteta musiał radzić sobie bez kontuzjowanego Williama Saliby czy odpoczywających Bukayo Saki i Declana Rice'a. Głębia składu "Kanonierów" pozostaje jednak na najwyższym poziomie. Po sprowadzeniu Guimaraesa Arsenal ma najlepszy środek pola w Premier League, zwłaszcza jeśli Martin Odegaard utrzyma dyspozycję z meczu z "The Citizens". Obrona powala, Hiszpan może liczyć na ośmiu bardzo jakościowych defensorów. Na papierze Arsenal ma wszystko, aby obronić tytuł i raz jeszcze powalczyć w Lidze Mistrzów.

Dyskusja

Przeczytaj również