Ważne wieści dla reprezentacji Polski. "Konsekwencje mogą być bolesne"

Ważne wieści dla reprezentacji Polski. "Konsekwencje mogą być bolesne"
Pawel Andrachiewicz / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 06:50
Mecz pełen podtekstów i jednocześnie, przynajmniej na papierze, najtrudniejszy w najbliższym czasie test dla reprezentacji Polski. Biało-czerwoni po kilku miesiącach wracają do Solnej, gdzie będą chcieli choć w minimalnym stopniu odegrać się Szwedom za przegrany baraż do mundialu. Przed startem wieczornego starcia trudno jednak o wielki optymizm.
Szwecja i Polska są dziś na dwóch biegunach. Ekipa “Trzech Koron” wyraźnie odżyła pod wodzą Grahama Pottera. Mimo fatalnych eliminacji do mistrzostw świata dostała się na nie kuchennymi (barażowymi) drzwiami, podczas samego turnieju też wypadła nieźle, a ostatnio dobrze, bo od zwycięstwa z Rumunią (2:1), rozpoczęła Ligę Narodów. W skrócie - sielanka. Czarne chmury zostały przepędzone.
Dalsza część tekstu pod wideo

Miłe gorszego początki

Tego samego nie można powiedzieć o aktualnej sytuacji biało-czerwonych. Jan Urban na początku swojej kadencji wlał w serca kibiców wiele optymizmu, szybko poprawił wyniki i atmosferę wokół kadry, ale potem zachorował trochę na słynną “selekcjonerozę”. Zaskakujące wybory personalne, dziwne wypowiedzi, niebywały wręcz upór przy podejmowaniu pewnych decyzji. To wszystko uszłoby pewnie na sucho, gdyby zgadzały się rezultaty. A te od dobrych kilku miesięcy są dalekie od dobrych.
Na jakiejkolwiek zwycięstwo reprezentacja Polski czeka od marca. Wtedy, też nie bez problemów, pokonała Albanię w półfinale baraży do mistrzostw świata. Co zdarzyło się kilka dni później, wszyscy doskonale pamiętamy. Niezła gra w Solnej nie przyniosła upragnionego zwycięstwa ze Szwecją. W efekcie za ocean poleciała ekipa “Trzech Koron”. Teraz czas na rewanż.
Urban nie awansował na mundial, ale zachował posadę i chyba wszyscy w tamtym momencie przyjęli taką decyzję Cezarego Kuleszy z pełnym zrozumieniem. Kolejna rewolucja wydawała się niepotrzebna, tym bardziej, że w przyszłość naprawdę można było patrzeć z optymizmem. Niewiele wcześniej biało-czerwoni dwukrotnie zatrzymali naszpikowaną gwiazdami Holandię, a i w ostatecznie przegranym barażu ze Szwedami nie przynieśli wstydu. Grali z pomysłem, entuzjazjem, długimi fragmentami dominowali na stadionie mocnego rywala. Przegrali, ale zostawili nas z ogromnym niedosytem i nadzieją, że lepsze być może dopiero nadchodzi.

Coraz mniej logiki

Dziś jesteśmy już mądrzejsi o wydarzenia z majowo-czerwcowego zgrupowania i rozpoczętej w miniony piątek Ligi Narodów. Wnioski? Niezbyt pozytywne. Biało-czerwoni nie wygrali ani z Ukrainą (0:2), ani z Nigerią (2:2), ani z Bośnią i Hercegowiną (0:0). W żadnym z tych spotkań nie zaprezentowali się naprawdę dobrze, a długofalowego pomysłu na kadrę jak nie było, tak nie ma. Urban miota się w decyzjach personalnych i taktycznych, zadziwia kolejnymi wypowiedziami. Wystarczy wspomnieć, że:
  • Najpierw, choć wszyscy mu to sugerowali, nie chciał grać czwórką z tyłu (a takie ustawienie mógł przetestować już w maju i czerwcu, gdy kadra grała towarzysko),
  • Gdy przed trwającym zgrupowaniem w końcu się na to zdecydował, powołał tylko jednego lewego obrońcę. Przypomnijmy - na cztery mecze,
  • Z Bośnią i tak go jednak nie wystawił. Na lewej stronie defensywy zagrał nominalny stoper (Jakub Kiwior), a gdy wypadł źle, po 45 minutach zmienił go prawy obrońca/wahadłowy (Przemysław Frankowski),
  • Dopiero po meczu selekcjoner zaczął się zastanawiać, czy Kiwior przypadkiem nie jest bardziej stoperem, nie lewym obrońcą.
Powołanie Puchacza, a pominięcie Michała Gurgula, Urban tłumaczył faktem, że potrzebował przede wszystkim defensora lepiej broniącego. Zdumiewające, biorąc pod uwagę fakt, że pierwszy z wymienionych imponuje przede wszystkim w grze do przodu, a drugi - choć ostatnio rozwinął się w wielu aspektach - lepszy jest właśnie w destrukcji. Poza tym, nie trzeba było między nimi wybierać. Logiczne wydawało się zaproszenie na zgrupowanie obu wspomnianych graczy, tym bardziej, że spokojnie Urban mógł powołać większą liczbę piłkarzy, uwzględniając aż cztery mecze do rozegrania w 10 dni.
To oczywiście tylko jeden z najbardziej jaskrawych przykładów. Bo niekonsekwencji i braku logiki w postępowaniu selekcjonera można doszukać się także na wielu innych polach. A gdy dodamy do tego coraz gorsze wyniki, wokół Urbana robi się gorąco. Już teraz nie brakuje głosów, że w najbliższych dniach może grać o posadę.
Dzisiejszy mecz ze Szwecją, ale też październikowe starcia z Rumunią i Bośnią, będą zatem naprawdę ważne i dla przyszłości kadry, i selekcjonera. Dużo może się oczywiście zdarzyć, ale na ten moment naprawdę realnie wygląda nawet scenariusz, w którym Polska zajmuje w grupie trzecie lub czwarte miejsce, a to oznacza niższy (trzeci) koszyk w eliminacjach EURO 2028. Konsekwencje mogą być bolesne.

Jak zagrać z osłabionym rywalem?

Kto jednak wie, może biało-czerwoni pozytywnie zaskoczą i tym razem wywiozą ze Szwecji lepszy wynik. Rywale też mają przecież swoje problemy - właśnie zgrupowanie z powodu kontuzji opuścili Hjalmar Ekdal i Alexander Isak. Zwłaszcza nieobecność tego drugiego może być odczuwalna. Gwiazdor Liverpoolu w ostatnich tygodniach ewidentnie odżył, i w klubie, i w reprezentacji. Strzelił nawet jednego z goli w wygranym kilka dni temu meczu z Rumunią.
Jak zagrać, żeby wygrać, a przynajmniej nie przegrać? Tego nie wie nikt, choć proponowany przez nas skład możecie znaleźć TUTAJ. Na lewej stronie defensywy dobrze byłoby zobaczyć wspomnianego Puchacza, logiczne wydaje się też postawienie na duet środkowych obrońców z FC Porto, a i Wiktor Nowak kapitalną zmianą w meczu z Bośnią zasłużył sobie na szansę od pierwszej minuty kosztem bezproduktywnego Bartosza Slisza. Inny wątek, który rozgrzewa opinię publiczną, to reprezentacyjna przyszłość - ta bliższa i dalsza - Robert Lewandowskiego. Bo tak fatalnego występu kapitana, jak ten z minionego piątku, chyba sobie nie przypominamy. Może to więc czas na większy test dla Mateusza Żukowskiego?
Odpowiedzi na te pytania, przynajmniej częściowo, poznamy już wieczorem. I pozostaje mieć nadzieję, że w końcu pozytywów będzie nieco więcej niż negatywów.

Przeczytaj również