Jana Urbana dzisiaj nie broni nic. Słyszeliście? "Przecież to się w głowie nie mieści"
Po kolejnym słabym meczu reprezentacji Polski zadajmy sobie pytanie wprost: co przemawia za pozostawieniem Jana Urbana na stanowisku selekcjonera? Bo argument “nie no, znowu zmieniać…” możemy wyrzucić do kosza. A innych nie widzimy.
Polacy znów zagrali ten sam mecz. Można zresztą odnieść wrażenie, że od dłuższego czasu zwykle grają ten sam mecz - niezależnie, czy na ławce frustruje się Santos, Probierz, czy Urban. Dobre, krótkie fragmenty napędzane indywidualnymi zrywami piłkarzy (Zielińskiego lub Zalewskiego), tonące następnie w morzu kuriozalnych pomyłek w obronie. Braku organizacji, chaosu, prostych błędów. Efekt ten sam - marny wynik i kolejny etap kursu tej kadry w nicość.
Potter zaczarował
Co gorsze dla Jana Urbana, biało-czerwoni zagrali ten sam mecz z tym samym rywalem co pół roku temu. Znów mieli świetny zryw, po czym zostali brutalnie wyjaśnieni, wypunktowani, odesłani z kwitkiem. A nawet gorszy niż pół roku temu, gdyż wtedy wynik do końca był na styku, po bardziej wyrównanym starciu. Tutaj Szwecja szybciej zamknęła sprawę, zaś całościowo grała lepiej przez plus minus 70 minut. 20 minut gry Polaków pod internetowe kompilacje z “Danza Kuduro” w tle to za mało. Tak nie prezentuje się poważny zespół. Polacy poszumią z przodu, omamią nas wizją, że jednak potrafią tak częściej, po czym rozsypują się w tyłach jak domek z kart. Regularnie, kuriozalnie.
Paradne, że znowu topi ich akurat Szwecja Grahama Pottera. Anglik objął ten zespół w październiku ubiegłego roku, po serii fatalnych wyników, po kompromitacji w Lidze Narodów. Ułożył, poprawił, doprowadził na mistrzostwa świata, stale idzie naprzód. A przecież to żadni wirtuozi, co widzieliśmy podczas mundialu. Ot, europejski średniak, także z problemami, szczególnie w obronie. Tyle że Potter ewidentnie ma na tę drużynę pomysł. Nie lamentuje, jak jest źle, tylko wyciska jak cytrynę możliwe pozytywy. Minęło pół roku od barażu i tego pół roku Szwedzi nie zmarnowali. Pokazali to, będąc sprawniej zorganizowani, dojrzalsi, pomysłowi, po prostu lepsi. Brutalnie obnażyli ekipę Jana Urbana, w której ostatnie, czego można się doszukiwać, to organizacji i planu.
Marnujemy, narzekamy, przegrywamy
Ostatnio pisałem, że jesteśmy mistrzami marnowania czasu. Jan Urban powinien otrzymać w tej konkurencji złoty medal. Reprezentacja Polski nie wykonała przez sześć miesięcy żadnego progresu. Regularnie się zwija, tak jak zresztą od lat. Wyniki jak remisy z Holandią zeszłej jesieni to wypadki przy pracy. 20 minut w Sztokholmie nie ma znaczenia. Kadra regularnie się zwija, a aktualny selekcjoner ma w tym gigantyczny udział. Pół roku na selekcję, letnie zgrupowanie na testy i porządny przegląd wojsk zostało skandalicznie zaprzepaszczone. Nie ma pomysłu, funkcjonuje niewiele rzeczy, a Jan Urban jest mistrzem także narzekania i “niedasizmu”. Kibice Górnika Zabrze dziś ironicznie mogą się uśmiechnąć, bo formułki o braku jakości znają doskonale.
Zapytam wprost: co przemawia za pozostawieniem Jana Urbana na stanowisku selekcjonera? Nie kupuję argumentu: “nie no, znowu zmieniać, dajmy mu czas”. Ale na co czas? Gdyby wyniki się niezbyt zgadzały, ale w działaniach trenera widoczne były: konsekwencja, plan, energia, oznaki rozwoju drużyny - okej, to jest właśnie budowa, która ma swoją cenę. Tymczasem widoczne nie jest nic. Non stop te same błędy i non stop kuriozalne wypowiedzi.
- Moim zdaniem w tym momencie nie jesteśmy w takiej sytuacji, że dysponujemy nie wiadomo jakim potencjałem. Staramy się wyciągnąć z tego, co mamy do dyspozycji jak najwięcej. Ciekawe, jaki pan wystawiłby skład na dzisiejszy mecz? - wypalił do Łukasza Ciony na konferencji po Szwecji.
Wydaje mi się, że selekcjoner, poza skuteczną selekcją, powinien przede wszystkim budować piłkarzy. Sprawnie dotrzeć do ich głów, napędzać do bycia lepszym, wzmacniać wiarę w siebie. Motywować, podnosić. Tymczasem jego kolejne słowa i wieczny lament, krytyka, to jasny sygnał: nie da się, jesteśmy marni. Przecież to się w głowie nie mieści, gdybyśmy poskładali w jeden tekst wszystkie “strzały” trenera we własnych zawodników. Umniejszanie napastnikom (wszystkim poza kapitanem), umniejszanie niepowołanym (Czubak, Gurgul), umniejszanie powołanym młodym, zdolnym (Urbański, Mońka). Postawcie się na miejscu piłkarzy i pomyślcie, czy zrobilibyście wszystko dla szkoleniowca, który generalnie was nie ceni. No właśnie.
Tu nie ma co czekać
Osobna kwestia to indywidualne spojrzenie na przebieg meczów, które Jan Urban zdaje się widzieć przez różowe okulary, bo tak odbieram nadmierne zadowolenie po Bośni i poniedziałkowe teksty o “podobnym poziomie gry w piłkę do Szwecji” czy “grze, która siadła po trzeciej bramce” (!), gdy cała druga połowa to był generalnie dramat biało-czerwonych.
Nie widać też żadnej logiki w zarządzaniu składem. Już pal licho same powołania, o dziwnych wyborach i argumentacji sporo zostało napisane i powiedziane. Ale dlaczego po niezłym jak na reprezentację Polski meczu w tyłach z Bośnią selekcjoner znów wrócił do trójki w tyłach? Dlaczego bocznych obrońców Casha i Puchacza na siłę wrzucił na wahadła? Dlaczego, jak już wybrał ten wariant, zrezygnował z obiecująco grającego Kacpra Potulskiego i postawił na tercet, który już testował i który nie działa? Pytania można mnożyć, choćby o absurdalne wejście Lewandowskiego, o brak minut dla Reguły przy rozstrzygniętym wyniku, o dziwne zmiany.
Nawet piłkarze między wierszami dają do zrozumienia, że są pogubieni. Przemysław Wiśniewski - pewnie niechcący - tłumacząc TUTAJ swoje zachowanie przy trzecim golu dał do zrozumienia, że ta kadra de facto nie ma wypracowanych żadnych pryncypiów, schematów w grze defensywnej. Że brakuje jakiegokolwiek porozumienia. Nawet wiecznie wyciągający pozytywy Jan Bednarek sugerował, że kuleje organizacja, kuleje komunikacja, a kombinowanie z trójką/czwórką z tyłu nie pomaga.
Możemy się zastanawiać, jak pracuje ten sztab, dokąd ten zespół zmierza. Wnioski są brutalnie negatywne. Jan Urban nie wygląda niestety na człowieka, który ma pomysł, jak poukładać reprezentację Polski. Swoimi wyborami i wypowiedziami nie daje nadziei, że to dźwignie, że nagle - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki Pottera - otworzy się na inne rozwiązania, poważnie zbuduje drużynę. Coraz mniej (nic?) go nie broni. Zaczął optymistycznie, ale to tyle. Osobiście tego żałuję, bo trzymałem kciuki za sukces. Bo rozumiem, dlaczego to on został wybrany na selekcjonera po katastrofie Michała Probierza. Rozumiem, dlaczego na fali entuzjazmu po barażach dostał szansę - sam byłem tego zwolennikiem. Dostał i ją zmarnował. Nie mam niestety wątpliwości, że dobiliśmy do ściany, a trzy, cztery, czy sześć punktów w najbliższych meczach pod kątem przyszłości kadry nie ma znaczenia. Tutaj - ubolewam, że znowu - trzeba szybkiej reakcji, zmiany, impulsu.
Sęk w tym, że kolejnego trenera także wybierze Cezary Kulesza.