Przedziwny wybór Urbana? "Ławka w nagrodę za dobry występ"

Już tylko godziny dzielą nas od trzeciego w tej edycji Ligi Narodów meczu reprezentacji Polski. Ostatnie wpadki sprawiły, że stawka starcia z Rumunią jest naprawdę wysoka. Gra toczy się nie tylko o zwiększenie szans na pozostanie w Dywizji B i wywalczenie wyższego koszyka przed eliminacjami mistrzostw Europy, ale także przyszłość Jana Urbana.
Atmosfera wokół reprezentacji Polski mocno zgęstniała. W teorii wrześniowo-październikowe mecze Ligi Narodów jawiły się jako idealna okazja do przetestowania rozwiązań taktyczno-personalnych i odświeżenia kadry, do której coraz mocniej pukają nowe twarze. Dziś jesteśmy natomiast na półmetku tego zgrupowania i wiemy już, że wajchę priorytetów trzeba przestawić na wyniki.
Bolesne konsekwencje?
Domowy remis z Bośnią (0:0) i wyjazdowa porażka ze Szwecją (1:3) przyniosły zimny prysznic. Do końca rywalizacji w tej edycji Ligi Narodów co prawda daleka droga, ale scenariusz, w którym reprezentacja Polski zajmuje ostatnie miejsce w grupie i musi w barażach rywalizować o utrzymanie na drugim szczeblu, nie wygląda już wcale nierealnie.
Jeszcze gorsza wiadomość dotyczy nadchodzących eliminacji mistrzostw Europy. Żeby bowiem w losowaniu grup, które zostaną wyłonione pod koniec roku, zakotwiczyć w drugim koszyku, trzeba w grupie Ligi Narodów zająć pierwsze lub drugie miejsce. Trzecia i czwarta lokata oznacza z automatu trzeci koszyk. Nikogo nie trzeba chyba przekonywać, jak wielka może być wówczas różnica w zestawie rywali.
A to nie wszystko. Gdyby spełnił się najbardziej czarny scenariusz, czyli spadek do Dywizji C, skutki bardzo boleśnie możemy odczuć nawet w eliminacjach mistrzostw świata 2030. Będą one bowiem rozgrywane już w nowym formacie, według którego zasad przedstawiciele dwóch najwyższych dywizji stworzą pierwszą ligą kwalifikacji i w systemie przypominającym choćby ten z Ligi Mistrzów czy Ligi Konferencji powalczą o bezpośredni awans na mundial. Pozostałe drużyny, w tym te z Dywizji C Ligi Narodów, na mistrzostwa będą mogły w takim przypadku dostać się jedynie przez baraże.
Jak zauważył AbsurDB z Weszło, nie jest jeszcze pewne, czy UEFA przy podziale na Ligę A i B w eliminacjach MŚ brałaby pod uwagę sytuację po barażach o spadek i utrzymanie w Lidze Narodów (odbędą się wiosną 2029), czy też przed nimi. Bardziej prawdopodobna jest pierwsza opcja, natomiast w tym drugim przypadku degradacja w bieżącej edycji zamknęłaby Polsce drogę do bezpośredniego awansu na MŚ 2030.
Urban gra o posadę
Nadchodzące mecze z Rumunią i Bośnią, podobnie jak ostatnie dwa grupowe spotkania, które zaplanowano na listopad, urastają zatem do naprawdę ogromnej rangi. A margines błędu po zdobyciu zaledwie punktu w dotychczasowych starciach skurczył się niemal do zera. I zdaje sobie z tego sprawę Jan Urban, którego posada zawisła na włosku.
Jak informuje redaktor naczelny Meczyki.pl, Tomasz Włodarczyk, spotkanie z Rumunią może zaważyć o przyszłości selekcjonera. Jeśli biało-czerwoni nie wygrają, po zakończeniu zgrupowania 64-latek prawdopodobnie straci pracę, a najpoważniejszym kandydatem do jego zastąpienia stanie się Jerzy Brzęczek, aktualnie odpowiadający za losy znakomicie radzącej sobie kadry U21.
Urban bez wątpienia nie ma więc obecnie w głowie jakiejś długofalowej wizji, a skupia się przede wszystkim na tym, by jego zespół w piątkowy wieczór wygrał pierwszy raz od marca i uratował go przed coraz bardziej prawdopodobnym zwolnieniem. W ostatnim czasie selekcjoner reprezentacji Polski miota się w pomysłach i wizjach gry, zmienia ustawienia, próbuje różnych zestawień personalnych. I wiele wskazuje na to, że przeciwko Rumunii ponownie będzie to wyglądało trochę inaczej.
Przede wszystkim - kadra znów, podobnie jak w meczu z Bośnią, ma zagrać w ustawieniu z czwórką z tyłu. Wtedy ten pomysł wypalił, udało się zachować czyste konto, a rywale praktycznie nie stwarzali sobie sytuacji. Urban jednak, zamiast iść za ciosem, kilka dni później znów postawił na trójkę stoperów i wahadła. Jak skończyło się to w Szwecji, wszyscy widzieliśmy.
Za bardzo przywiązany do nazwisk?
Jeśli sprawdzi się skład przewidywany przez Tomasza Włodarczyka, pierwszy raz za kadencji Urbana nasz eksportowy duet z FC Porto, czyli Jan Bednarek i Jakub Kiwior, zagra ze sobą w parze na środku defensywy. Ostatnio TUTAJ apelowaliśmy o taki zestaw, więc wybór selekcjonera jak najbardziej rozumiemy. Większe kontrowersje może natomiast wzbudzać fakt, że selekcjoner chce postawić na Karola Świderskiego, który ma stworzyć duet z Robertem Lewandowskim. Pytanie, czy sternik biało-czerwonych kolejny raz nie przejedzie się na podejściu pt. “kiedyś działało, może zadziała i teraz”. Napastnik Widzewa jest raczej w przeciętnej formie, w przeciwieństwie do Mateusza Żukowskiego, który z dobrej strony pokazał się kilka dni temu na tle Szwedów. Teraz, choć zdecydowanie nie zawiódł, ma stracić miejsce w składzie.
Być może Urban okaże się tu mądrzejszy i taki zestaw personalny wypali. Trudno nie oprzeć się jednak wrażeniu, że selekcjoner za bardzo przywiązuje się do nazwisk, w mniejszym stopniu patrząc na aktualną dyspozycję. Przykłady można mnożyć. Przemysław Wiśniewski jedzie jeszcze chyba na opinii z początków kadencji Urbana, ostatnio nagle znów wskoczył do jedenastki i wypadł kiepsko. Bartosz Slisz dostawał szansę za szansą, choć zupełnie nie przekonywał, podczas gdy Wiktor Nowak - całkowity nowicjusz w kadrze - w kilkadziesiąt minut pokazał, że jest graczem o zdecydowanie większych możliwościach. A to tylko pierwsze z brzegu przykłady.
Potrzeba więc po prostu większej odwagi. Rośnie nam ciekawe pokolenie piłkarzy, czego dowodem kapitalna dyspozycja reprezentacji U21. Bartosz Mazurek, którego wiele osób chciało widzieć w seniorskiej kadrze, został przez Urbana pominięty, a w młodzieżówce, podobnie jak ostatnio w Red Bullu Salzburg, znów zagrał kapitalnie. Czy naprawdę taki talent musi czekać na szansę, podczas gdy niektórzy piłkarze od kilku lat nie są w stanie dać tej kadrze niczego wartościowego? Odpowiedź wydaje się oczywista.
Dyskusja o przyszłości reprezentacji to temat rzeka. Dziś, niezależnie w jakim zestawie personalnym wyjdą na murawę biało-czerwoni, chcielibyśmy po prostu zobaczyć dobrą grę reprezentacji i idący za nią wynik. Nie przez 25 minut jak w Solnej, nie przez 45, a najlepiej 90. Rumuni też ostatnio nie radzą sobie najlepiej, przegrali dwa pierwsze mecze w Lidze Narodów. W teorii to więc idealny przeciwnik i idealne miejsce, by się przełamać.