Simms w reprezentacji Polski? Zaskakujące kulisy. Wypełnił wniosek i... pojawił się problem
Wszystko wskazuje na to, że w listopadzie doczekamy się kolejnego Polaka w Premier League. Nie dlatego, że ktoś obejdzie przepisy i dokona transferu poza okienkiem, lecz dlatego, że Ellis Simms otrzyma polski paszport. Dlaczego w ogóle zaczął się o niego starać i czy zależy mu na grze dla reprezentacji kraju? Meczykom tłumaczą to osoby z otoczenia zawodnika.
Jak informował Piotr Wołosik z Przeglądu Sportowego, proces przyznania polskiego obywatelstwa Ellisowi Simmsowi jest na zaawansowanym etapie. Piłkarz złożył dokumenty w konsulacie i czeka na decyzję. To w zasadzie formalność, tak jak formalnością będzie powołanie go do kadry, gdy paszport trafi w jego ręce. PZPN sam zabiegał o to, żeby Simms stał się dostępny dla selekcjonera - ktokolwiek nim będzie - więc należy spodziewać się wywiązania z nieformalnej obietnicy.
Wielu kręci na to nosem, stwierdzając, że ekspresowa droga do polskości i drużyny narodowej to niewłaściwe rozwiązanie; decyzja krzywdząca dla tych, którzy od lat walczą o to, żeby zasłużyć na uwagę selekcjonera. Zanim wyda się taki werdykt w tak wrażliwym temacie, wypada jednak poznać motywacje samego zainteresowanego. Meczyki porozmawiały z osobami, które pomogły Simmsowi przejść przez proces starań o obywatelstwo. Z ich relacji wynika, że urodzonemu w Oldham chłopakowi naprawdę zależy na tym, żeby oficjalnie zostać Polakiem.
Dziadkowie z Polski, tata z Jamajki. Oto rodzina Ellisa Simmsa
Cofnijmy się do 1944 roku. Dawno, ale to wtedy w Wielkiej Brytanii osiadły rodziny Zacharów oraz Sołtyków. Z tych pierwszych wywodzi się babcia Ellisa Simmsa, Maria. Pięciolatka uciekła z Polski przed wojną, wychowała się w Anglii, ojczyzny w zasadzie nie znała. Bronisław Sołtyk ma równie skomplikowany życiorys. Opuścił Kresy i przemierzał świat z armią generała Władysława Andersa. Tak dotarł do nowego domu, gdzie poznał Marię i ułożył sobie życie.
Maria i Bronisław doczekali się dzieci. Córka, Krystyna, urodziła się w Zjednoczonym Królestwie. W domu poznała polskie tradycje, ale codzienność Sołtyków nie była nimi wypełniona w każdej godzinie, minucie, sekundzie. Krystyna związała się z potomkiem imigrantów z Jamajki, ojcem Ellisa. Rodzina, którą stworzyli, tym bardziej nie była do cna polska. To dlatego Simms nie mówi w naszym języku, z tradycji najbardziej ceni sobie kuchnię - konkretnie: gołąbki - a nad Wisłę po raz pierwszy wybrał się dopiero w 2026 roku.
Wcześniej, jako bardzo skuteczny nastolatek z akademii Evertonu, rozmawiał ze skautami PZPN o możliwości gry dla reprezentacji Polski. Maciej Chorążyk mówił wówczas WP Sportowym Faktom, że napastnik nie wykazał wielkiego zaangażowania i chęci, żeby dopełnić formalności i wybrać grę dla kraju przodków. Czy to powinno raz na zawsze skreślić go z listy tych, którymi federacja w ogóle się interesuje?
Niekoniecznie. Młody Simms, co naturalne, bardzo realnie traktował marzenie o grze dla Anglii. Kopał piłkę z Anthonym Gordonem czy Colem Palmerem, wyróżniał się na tyle, że zasłużył na debiut i gola w Premier League w młodym wieku. Miał prawo myśleć o reprezentowaniu kraju, w którym się wychował, z którym wiele go łączyło. Co więcej, nawet jeśli zastanawiał się nad propozycją PZPN, przeciwnikiem tego rozwiązania był jego tata.
Ojciec Ellisa liczył nawet, że syn zdecyduje się na grę dla Jamajki. Również teraz, gdy temat powrócił, to on najmniej entuzjastycznie podszedł do tego pomysłu. Być może nazwanie ojca Simmsa hamulcowym całego projektu byłoby przesadą, ale na pewno miał on wpływ na to, że starania syna o polski paszport tak się przeciągnęły.
Ellis Simms pokazał, że chce grać dla Polski
Najważniejsze jest chyba jednak to, co w ostatnich miesiącach zrobił sam Ellis Simms. Okazało się bowiem, że starania o polskie obywatelstwo rozpoczął… sam z siebie, wiele miesięcy temu. W styczniu, gdy strzelał dla Coventry, kanał HubertoNews odwiedził go na meczu Championship. Wręczono mu koszulkę Polski i „kontrakt” do podpisania. Bardzo zaimponował mu wtedy nie tylko ten gest internetowego twórcy, ale przede wszystkim podejście Polaków, którzy w sieci zachęcali go do gry dla biało-czerwonych.
Simms się wkręcił, w marcu z uwagą śledził barażowe mecze kadry Jana Urbana, ale przede wszystkim - udał się do konsulatu i zostawił wypełnione dokumenty. Problem w tym, że Ellis zrobił to na własną rękę, bez niczyjej pomocy, więc jego wniosek nie był dobrze wypełniony i został odrzucony bez dalszych informacji odnośnie tego, co w ogóle trzeba poprawić.
W tym samym okresie do PZPN zgłosił się polski prawnik, który zna angielski rynek piłkarski. Zapytał, czy nie warto byłoby przyjrzeć się Simmsowi i spróbować się z nim skontaktować. Federacja wrzuciła Ellisa na bęben, spodobał się, więc zaczęto poważnie myśleć o sprawie. Wspomniany prawnik porozmawiał z piłkarzem oraz jego agentem i okazało się, że obaj bardzo entuzjastycznie podchodzą do tej idei.
Ellis był bardzo otwarty i zadawał wiele pytań. Interesowało go, kto wyszedł z pomysłem jego gry dla Polski, czy Jan Urban oglądał go w Championship. Wypytywał o Roberta Lewandowskiego, dzielił się spostrzeżeniami z barażowych meczów, chciał się jak najwięcej dowiedzieć o Polsce. W czerwcu odwiedził Kraków, pierwszy raz stając na ojczystej ziemi swoich dziadków. W końcu też porozmawiał z Adrianem Mierzejewskim oraz selekcjonerem.
Słowem: zrobił naprawdę wiele, żeby pokazać, że zależy mu na tej sprawie. Może i mógł wyrobić sobie stosowne dokumenty parę lat temu, ale skomplikowana tożsamość narodowa to przecież normalna rzecz w przypadku potomków emigrantów. Najważniejsze, że ostatecznie Ellis Simms faktycznie chce tym Polakiem zostać i nie traktuje tego wyłącznie w kategoriach potencjalnych zysków ze statusu reprezentanta kraju.
Zresztą, dało się usłyszeć, że i polska strona przez lata nie była zbyt aktywna w poszukiwaniu napastników wśród diaspory rozrzuconej po świecie, bo pozycja Roberta Lewandowskiego w połączeniu z obecnością Krzysztofa Piątka czy Arkadiusza Milika sprawiały, że starania o kolejną dziewiątkę były bezsensowne i skazane na porażkę. Kogo przekonałby argument, żeby odświeżyć rodzinną historię poprzez bycie trzecim napastnikiem polskiej kadry?
Rzeczywistość się zmienia, dziś następcy Roberta Lewandowskiego potrzebujemy na cito. To wcale nie przesądza, że na boisku Ellis Simms temu zadaniu sprosta, ale tłumaczy fakt chęci dania mu na to szansy. Nawet jeśli jego wejście do Premier League jest trudne - Coventry City myślało nawet o letnim transferze, bo ściągnęło napastników lepiej pasujących do stylu trenera Franka Lamparda - to jednak nie mamy wielu piłkarzy grających na tym poziomie.
Simms w opiniach skautów i ekspertów wypada natomiast bardzo dobrze. Jest uznawany za solidnego napastnika z poziomu Championship, gdzie regularnie strzelał gole. Algorytm WyScout uznał go najlepszą dziewiątką poprzedniego sezonu. Radar Hudl StatsBomb pokazuje z kolei, że wyróżniał się pod względem xG czy liczbą kontaktów z piłką w polu karnym rywala.
To wystarczająco wiele argumentów, żeby stwierdzić, że to napastnik ciekawy, potencjalnie lepszy od tych, którymi obecnie dysponujemy.
Oglądaj materiał na ten temat na kanale Meczyki:
