Imponujące, co zrobił Papszun. To ożywiło Legię. Zaraz może być jeszcze lepiej

Imponujące, co zrobił Papszun. To ożywiło Legię. Zaraz może być jeszcze lepiej
Weronika Morciszek / pressfocus
Jan - Piekutowski
Jan PiekutowskiDzisiaj · 13:20
O Legii Marka Papszuna zwykło się mówić, że gra brzydko, topornie, mało ofensywnie. Okazuje się jednak, że na współpracy z tym szkoleniowcem w dużej mierze korzystają właśnie napastnicy. W 2026 roku atak Legii odżył.
Od kwietnia do grudnia 2025 roku Legia rozegrała 46 meczów. Strzeliła w nich 67 goli, z czego raptem 25 było autorstwa napastników. Od początku 2026 roku sprawy przy Łazienkowskiej mają się zupełnie inaczej. Marek Papszun przyjął taktykę sprzyjającą snajperom - w 19 spotkaniach Warszawiacy zdobyli 28 bramek, a “dziewiątki”, jak podaje Krzysztof Marciniak, odpowiadały za 17 z nich.
Dalsza część tekstu pod wideo
Różnica w procentach to 37 do 61. Jasne, próbka jest jeszcze dość mała, ale wynik nie wziął się z kapelusza. Legia nie gra może bardziej ofensywnie niż za kadencji Goncalo Feio, ale Papszun umie skutecznie wykorzystać swoich najbardziej wysuniętych piłkarzy. A już na pewno tworzy sprzyjające im środowisko. Niedługo zaś może być jeszcze lepiej.

Lepsza tylko Wisła

Starcie z Koroną wyhamowało nieco hurraoptymistyczne nastroje, jakie zapanowały wśród części kibiców po spotkaniach z Pogonią Szczecin i Zagłębiem Lubin. Legia była w nich wyraźnie lepsza, strzeliła łącznie cztery gole, z bardzo dobrej strony pokazał się Łukasz Zjawiński, ale też Rafał Adamski. Gorzej z Miletą Rajoviciem - gdyby Duńczyk wykazał się chociaż przyzwoitą skutecznością, bilans stołecznych wyglądałby jeszcze korzystniej.
Niemniej, w tych trzech spotkaniach Legia wypracowała swoim napastnikom łącznie siedem dogodnych szans. W całej Ekstraklasie wyraźnie bardziej na atakujących pracują tylko w Wiśle Kraków, bo sam Jordi Sanchez miał aż osiem sytuacji. Jeśli zaś chodzi o celne strzały, to Warszawiacy znów się wyróżniają. Duet Rajovicia ze Zjawińskim oddał takich siedem, znów lepsza tylko Wisła, gdzie do Sancheza trzeba dopisać Marko Bozicia. Jednocześnie należy pamiętać, że Austriak występuje na boku boiska. Legia pozostaje jednym z nielicznych zespołów w Ekstraklasie, który faktycznie gra dwoma napastnikami. To przynosi jej wymierne korzyści.
Poprzedni sezon, uratowany właściwie dopiero w samej końcówce, nieprzypadkowo wyglądał źle również w statystykach, zwłaszcza tych ofensywnych. Na starcie bieżących rozgrywek Legia jest jednak czwarta, jeśli chodzi o xG, przy czym wyraźną różnicę w czołówce wypracowała sobie jedynie szalejąca Wisła. Celność strzałów zespołu z Łazienkowskiej wynosi 30%, co też plasuje ją w górnej połowie stawki. Popracować trzeba natomiast nad lepszą konwersją uderzeń, bo tam współczynnik wynosi tylko 9%, a to rezultat po prostu średni. W każdym razie - zmiana względem tego, jak wyglądał początek kadencji Papszuna lub rządy Inakiego Astiza, pozostaje widoczna gołym okiem.

Odpowiednie narzędzia w odpowiednich rękach

Papszuna trzeba przyjąć z pełnym dobrodziejstwem inwentarza, o czym wielokrotnie już mówiliśmy. Dotyczy to również napastników. W Rakowie do rangi swoistego mema urósł archetyp zawodnika, jakiego szkoleniowiec widział na środku ataku. W pewnym momencie wydawało się, że warunki fizyczne stanowią niemal jedyny warunek, jaki nowy snajper “Medalików” musi spełnić. W Legii napastnicy są jednak absolutnie kluczowi do zdobywania bramek. Nie chodzi o odegranie na ścianę, a bardziej finalizację akcji. Adamski, Rajović, Zjawiński, a niebawem Jan Kuchta są “target menami”, skupionymi na tym, aby wepchnąć piłkę do siatki.
Oczywiście żadnemu z nich nie można odmówić słusznego wzrostu, każdy mierzy ponad 180 centymetrów. Najniższy - Kuchta - ma 185, ale kapitalnie wygląda w grze głową. W poprzednim sezonie zdobył w ten sposób aż siedem z 15 goli, a także zanotował dwie asysty. W stawiającej na dośrodkowania Legii, w Legii regularnie posyłającej bezpośrednie piłki do przodu, powinien odnaleźć się znakomicie, o czym przekonywaliśmy już TUTAJ. Nic dziwnego, że w stolicy tak mocno naciskano na transfer Czecha, nawet jeśli z tyłu głowy trzeba mieć trudny charakter 29-latka.
Od początku tego sezonu Warszawiacy wykonali aż 66 dośrodkowań. Przewaga nad drugim w tej klasyfikacji Motorem Lublin wynosi 17 podań. Skuteczność jest zaś zaskakująco dobra - 35% daje w tym momencie drugie miejsce w całej Ekstraklasie, minimalnie lepszy okazuje się Radomiak. Papszun wybrał ten model gry nieprzypadkowo. Idealnie pasuje do zawodników, których ma, a zawodnicy, których ma, dobrze pasują do wybranego modelu. Na tym polega odpowiedzialność.
Legia nie wymyśli w tym sezonie prochu, nie będzie pracowała nad kwadraturą koła. To proste granie staje się kluczem do jakiegokolwiek sukcesu stołecznych. Papszun pozostaje bardzo świadomy ograniczeń swoich zawodników, ale też ich zalet. Wygląda na to, że poza stworzeniem środowiska sprzyjającego napastnikom udało mu się odkurzyć Rubena Vinagre, a także wydobyć najlepsze z Kamila Piątkowskiego, który jeszcze nie raz zaskoczy nas zagraniem do przodu.
Przed Warszawiakami potwornie daleka droga, aby osiągnąć naprawdę satysfakcjonujący wynik, ale przy Łazienkowskiej od dawna nic nie było tak dobrze poukładane. Strzelający gole napastnicy są nie tylko podstawą zdobywania punktów, ale też ładnie wyglądającym produktem eksportowym, co w potrzebującej kasy Legii pozostaje na wagę złota.

Dyskusja

Przeczytaj również