Vinicius tak fatalny, że... mnożą się teorie spiskowe. "Taka wieść krąży w Brazylii"

Vinicius tak fatalny, że... mnożą się teorie spiskowe. "Taka wieść krąży w Brazylii"
IPA / pressfocus
Wojciech - Klimczyszyn
Wojciech KlimczyszynDzisiaj · 19:00
Po plebiscycie France Football w 2024 roku pisał: “Zrobię to 10 razy lepiej, jeśli będzie trzeba”. Tymczasem jest 10 razy gorzej, a wszyscy zachodzą w głowę, jak to możliwe, że w tak krótkim czasie Vinicius stał się cieniem dawnego piłkarza. Drastyczny spadek formy 26-latka sprawił, że bezradni kibice zaczęli szukać przyczyn kryzysu nawet w najbardziej niedorzecznych teoriach spiskowych.
Jeszcze nie tak dawno każdy kontakt Viniciusa z piłką wywoływał drżenie serca u obrońców na całym świecie. Brazylijski skrzydłowy Realu Madryt był uosobieniem dynamiki, nieprzewidywalności, porywającego dryblingu i bramkostrzelności. Jednak początek sezonu 2026/27 przynosi obraz zawodnika, który zdaje się marnym odbiciem samego siebie.
Dalsza część tekstu pod wideo
Zatracił swój dawny blask, a jego występom towarzyszą frustracja, nerwowość i wyraźny spadek w liczbach. Czy to po prostu gorszy okres fizyczny, głęboki kryzys mentalny, a może - jak żartują niektórzy kibice - pod osłoną nocy doszło do podmiany zawodników?

Bez pary

Statystyki z pierwszych tygodni nowego sezonu La Liga mówią same za siebie. W dotychczasowych siedmiu spotkaniach ligowych Vinicius zdołał wpisać się na listę strzelców zaledwie raz - w wygranym 4:1 meczu z Realem Sociedad pod koniec sierpnia. Sytuacja, którą zamienił na gola, nie była zresztą ekstremalnie trudna. Większość roboty wykonał Jude Bellingham, który wyłożył Brazylijczykowi piłkę do “pustaka”. Od tamtej pory Vini nie potrafił z siebie wykrzesać dosłownie nic.
Co gorsza, problemem nie jest jedynie brak skuteczności, ale ogólny wpływ gracza na postawę zespołu. Dawniej Vinicius brał ciężar gry na swoje barki, w pojedynkę rozrywał wszystkie defensywy i stwarzał przestrzeń dla partnerów. Obecnie jego akcje często kończą się nieudanymi dryblingami, niecelnymi dośrodkowaniami czy stratami. Czasami tak komicznymi, że fani przecierają oczy ze zdumienia. To jeszcze drugi najlepszy piłkarz na świecie sprzed dwóch lat? A może jakaś nędzna podróbka?
Czarę goryczy przelały wrześniowe mecze ligowe. Porażka 0:1 z Realem Betis pokazała znikomy wpływ gwiazdora na atak “Los Blancos”, a w prestiżowych i pełnych emocji derbach Madrytu przeciwko Atletico (przegranych 1:2) skrzydłowy rozegrał jedno z najsłabszych spotkań w swojej karierze. Trener zdecydował się zdjąć go z boiska już w 54. minucie po bezbarwnym występie, co dla piłkarza tej rangi było jasnym sygnałem: skończyło się pobłażanie i granie za zasługi.
Nawet w wygranych spotkaniach, takich jak wymęczony triumf z Elche (3:2) czy starcie w Lidze Mistrzów z Interem Mediolan (2:1), Vinicius sprawiał wrażenie zawodnika odłączonego od drużyny, spowolnionego i pozbawionego dawnej pewności siebie. Po prostu: nie takiej formy oczekuje się nie tylko od drugiego najlepiej zarabiającego gracza Realu, ale nawet od losowego zawodnika La Liga, reprezentanta Brazylii.

Nawet Indie za silne

Skoro już jesteśmy przy kadrze “Canarinhos”. Jeżeli ktoś liczył na to, że wyjazd na zgrupowanie i zmiana otoczenia pozwolą Viniciusowi odzyskać wigor, to wrzesień i początek października przyniósł jeszcze większe rozczarowanie. Ekipa Ancelottiego rozegrała serię spotkań towarzyskich w Azji i Oceanii, które miały być pokazem siły oraz poligonem doświadczalnym, a stały się kolejnymprzykrym dowodem na dołek formy 26-letniego gwiazdora.
Najpierw doszło do dwumeczu z Australią. W pierwszym starciu w Townsville, zakończonym remisem 1:1, “Vini” spędził na murawie 64 minuty, jednak nie potrafił znaleźć sposobu na fizycznie grających obrońców “Socceroos”. Choć w rewanżu w Brisbane (wygranym przez Brazylię 4:2) zdołał zdobyć bramkę z karnego, jego gra daleka była od dojrzałości – nadal przegrywał większość pojedynków.
Prawdziwym upokorzeniem okazał się jednak historyczny mecz towarzyski rozegrany 3 października w Kalkucie przeciwko reprezentacji Indii. Choć Brazylia odniosła gładkie i przekonujące zwycięstwo 4:0, udział Viníciusa w tym sukcesie był znikomy. Wybiegł w podstawowym składzie przeciwko drużynie zajmującej dalekie miejsce w rankingu FIFA, ale przez pierwsze 45 minut nie potrafił wykreować kompletnie niczego.
Podczas gdy młodszy Estevao czarował kibiców i zdobył otwierającą bramkę, Vinicius raz za razem mylił się w prostych sytuacjach. W przerwie spotkania Carlo Ancelotti zdecydował się zostawić go w szatni, oddając pole zmiennikom (m.in. Samuelowi Lino, który zdobył dwie bramki). Już nawet brazylijscy fani, którzy otaczali swego idola należytą opieką i miłością, powoli mają dość jego indolencji i wzywają “Carletto” do wstrzymania się z powoływaniem madryckiego internacjonała.

CIA, gady i kosmici

Gdy racjonalne argumenty – zmęczenie ostatnim długim sezonem, zmiana trenera czy mentalny dołek – przestają wystarczać kibicom na wytłumaczenie tak drastycznego spadku formy, do gry wchodzą Internauci. W mediach społecznościowych popularność zaczyna zdobywać osobliwa teoria spiskowa, napisana z przymrużeniem oka przez poirytowanych fanów.
W Brazylii krąży absurdalna wieść, głosząca, że ​​Vinicius zaginął w tajemniczych okolicznościach, po czym został zastąpiony przez dublera, aby wywiązać się z kontraktów reklamowych. Inna, zupełnie oderwana od rzeczywistości hipoteza mówi, że CIA lub Rotschildowie (wpływowa europejska rodzina żydowsko-niemieckiego pochodzenia, która pod koniec XVIII wieku założyła duże instytucje bankowe i finansowe) i elity zabiły gwiazdę futbolu, zastępując go klonem po mistrzostwach świata.
Niektórzy twierdzą, że brazylijski Vinicius nie ma tatuaży na udzie, jakie ma Vinicius z Realu. Zmiana w wyglądzie jego twarzy (piłkarz skorzystał z operacji podbródka po mundialu) to również paliwo rozpalające płomienie tego absurdalnego spisku, który narodził się głównie na forach i tiktokowych kontach w Brazylii. Fizyczną przemianę Viniciusa i wprowadzenie sobowtóra łączą nawet z rzekomą… inwazją gadów podczas mistrzostw świata, które miały na celu porwanie Viniciusa i Neymara.
Madrycka Marca przywołała wywiad brazylijskiego jasnowidza Vo Bahiana, który rozpala tamtejszą społeczność.
- Muszę wam powiedzieć, że znowu śniło mi się, że kosmici atakują boisko piłkarskie w Miami. I wyraźnie widziałem, jak zabrali zawodników pierwszym statkiem. Byłem tam w środku. Statek się wzniósł i porwał tysiące ludzi z boiska. Słyszałem krzyki, widziałem tyle płaczu, łez i cierpienia - relacjonował swoje wizje. To oczywiście tylko bajeczki dla zawiedzionych kibiców, jednak idealnie obrazują skalę zaskoczenia, jaką wywołała tak nagła zapaść formy u jednego z najlepszych piłkarzy świata.
Przed “Vinim” i sztabem szkoleniowym Realu Madryt kluczowy moment sezonu. Kampania jest długa, a wybitni piłkarze miewają gorsze miesiące. Aby jednak powrócić na szczyt, Brazylijczyk musi odrzucić frustrację i skupić się na podstawach. Czy wreszcie zobaczymy powrót prawdziwego, porywającego skrzydłowego, czy też "dubler" wciąż będzie rozczarowywał? Odpowiedź na to pytanie powinniśmy otrzymać w najbliższych tygodniach.

Przeczytaj również