Ważne wieści dla Polski. Porażka z Bośnią zaboli podwójnie. "Będzie pozamiatane"

Ważne wieści dla Polski. Porażka z Bośnią zaboli podwójnie. "Będzie pozamiatane"
Weronika Morciszek / pressfocus
Dominik - Budziński
Dominik BudzińskiDzisiaj · 06:50
To będzie dla reprezentacji Polski najważniejszy mecz od czasu pamiętnego barażu ze Szwecją. Wyjazdowe spotkanie z Bośnią z kilku względów urasta do ogromnej rangi i może zadecydować o przyszłości naszej kadry.
Udało się złapać oddech. Reprezentacja Polski przynajmniej częściowo zmazała plamę po domowym remisie z Bośnią (0:0) i wyjazdowej porażce ze Szwecją (1:3), pokonując bardzo wysoko Rumunię (6:0). Na euforię jednak zdecydowanie zbyt wcześniej, bo po pierwsze - nie był to do końca miarodajny test przez okoliczności spotkania, po drugie zaś - sytuacja biało-czerwonych nadal jest skomplikowana.
Dalsza część tekstu pod wideo

Duża stawka meczu

Najbardziej czarne chmury na szczęście zostały przepędzone. Przed piątkowym meczem martwiliśmy się nawet o to, czy biało-czerwoni nie spadną do Dywizji C w Lidze Narodów. Dziś wydaje się to już mało prawdopodobne, wszak na półmetku rywalizacji podopieczni Jana Urbana ostatnią w tabeli Rumunię wyprzedzają o cztery punkty, a de facto nawet pięć - przy równej liczbie punktów liczy się bowiem bilans spotkań bezpośrednich, który po zwycięstwie 6:0 jest kapitalny. Tylko jakiś kataklizm w nadchodzących spotkaniach mógłby zepchnąć Polskę na ostatnią pozycję, która oznacza grę w barażach o utrzymanie na drugim szczeblu.
Nadal toczy się natomiast niezwykle ważna rywalizacja o wyższy koszyk przed losowaniem grup eliminacji mistrzostw Europy. Polska wyląduje albo w drugim (jeśli w grupie Ligi Narodów zajmie pierwsze lub drugie miejsce), albo w trzecim (w przypadku zakończenia zmagań na trzeciej albo czwartej lokacie). A tak się składa, że aktualnie biało-czerwoni balansują na tej granicy właśnie ze swoim dzisiejszym rywalem.
Weźmy pod lupę sytuację w grupie. Szwecja z siedmioma punktami jest liderem, za jej plecami z dorobkiem kolejno pięciu i czterech oczek czają się Bośnia oraz Polska. Wyobraźmy sobie, że w poniedziałkowy wieczór biało-czerwoni przegrywają w Zenicy, zaś ekipa “Trzech Koron” zgodnie z planem pokonuje najsłabszą w stawce Rumunię. Jest wtedy dla nas w zasadzie pozamiatane. Na dwie kolejki przed końcem tracimy do drugich Bośniaków cztery punkty i mamy gorszy bilans spotkań bezpośrednich. W takim przypadku musimy realnie godzić się z trzecim koszykiem. A to może mocno utrudnić nam walkę o awans na EURO 2028.
Dlatego tak ważne jest, by z Bośnią przynajmniej nie przegrać. Zwycięstwo byłoby marzeniem i dawałoby choć minimalny komfort przed listopadowymi meczami, remis pozostawiałby sprawę jak najbardziej otwartą.

Bez hurraoptymizmu

Czy przed meczem z Bośnią można być optymistą? I tak, i nie. Zwycięstwo 6:0 sprzed kilku dni nie wzięło się oczywiście znikąd. Zobaczyliśmy naprawdę dobrze funkcjonujący zespół, większość reprezentantów Polski zagrała na wysokim poziomie, selekcjoner na szczęście opamiętał się i wrócił do ustawienia z czwórką obrońców. Niesamowicie w koszulce z orzełkiem na piersi rośnie Wiktor Nowak, który być może okaże się na dłuższą metę brakującym elementem biało-czerwonej układanki. Dobre wiadomości po starciu z Rumunią można mnożyć. Ale są też wątpliwości.
Co naturalne, warto zastanowić się, jak piątkowy mecz potoczyłby się wówczas, gdyby rywal już w 22. minucie nie dostał czerwonej kartki. Do tamtego momentu to przecież Rumuni byli groźniejsi, kilka interwencji musiał zanotować Marcin Bułka, goście co rusz ruszali z ciekawie zapowiadającymi się kontrami. Po faulu na Robercie Lewandowskim obraz meczu całkowicie się zmienił, za co biało-czerwonych trzeba oczywiście pochwalić, bo nie każda drużyna potrafi tak kapitalnie wykorzystać grę w przewadze. Ale spokojnie. Nie jesteśmy aż tak silni, jak mógłby sugerować suchy wynik.
Co prawda według bukmacherów faworytem meczu z Bośnią jest Polska, natomiast nie należy nastawiać się na łatwy mecz w Zenicy. Może i podopieczni Sergeja Barbareza na Stadionie Narodowym nie za bardzo nam zagrozili, ale ostatecznie wywieźli z Warszawy cenny punkt. To zespół dobrze zorganizowany, w tej edycji Ligi Narodów wciąż niepokonany. Po remisie w Warszawie ekipa z Bałkanów ograła Rumunię (4:2) i zremisowała ze Szwecją (1:1). A teraz zagra u siebie, gdzie jest szczególnie groźna.

Bez legend

Jeszcze niedawno taki mecz można byłoby reklamować starciem prawdziwych legend, czyli Edina Dżeko i Roberta Lewandowskiego. Żadnego z nich nie zobaczymy jednak na murawie. Bośniak kilka dni temu został pięknie pożegnany podczas starcia ze Szwecją, Polak natomiast musi pauzować za kartki, co mimo wszystko też pewnie cieszy gospodarzy. Co prawda “Lewy” nie błysnął podczas niedawnego meczu z Bośnią, ale w imponującym stylu na krytykę odpowiedział w miniony piątek, gdy zapakował Rumunii hat-tricka. Teraz trzeba będzie go jakoś zastąpić. Jak? Nasz proponowany skład możecie znaleźć TUTAJ.
Pozostaje mieć nadzieję, że biało-czerwoni udźwigną ciężar odpowiedzialności i wrócą z Bałkanów z dobrym wynikiem. Jeśli tak nie będzie - znów zrobi się gorąco. I wokół kadry, i samego Jana Urbana, który już miał grać o posadę, ale złapał oddech najpierw po zwycięstwie z Rumunią, a potem także wypowiedziach swoich podopiecznych, którzy mówią jednym głosem - stoimy za selekcjonerem murem. Głosy wsparcia popłynęły w ostatnich dniach choćby od Matty’ego Casha, Piotra Zielińskiego czy Sebastiana Szymańskiego.
Czas więc na kolejny bardzo ważny test. Już późnym wieczorem o teraźniejszości i przyszłości kadry możemy wiedzieć znacznie więcej.

Dyskusja

Przeczytaj również