Wielkie odrodzenie po odejściu z Legii? "Popatrzcie na jego statystyki"

Kiedy Legia ostatecznie skreśliła Kacpra Urbańskiego i podziękowała mu po zaledwie sezonie współpracy, wielu wróżyło jeszcze większe problemy młodego zawodnika, który przy Łazienkowskiej przecież i tak nie grał. Sytuację wykorzystał jednak Górnik Zabrze i szybko stało się jasne, że obie strony mogą sobie pomóc. Pytanie tylko, na jak długo.
Kacper Urbański miał naprawdę dobre wejście do Legii. Brakowało mu konkretu pod polem karnym rywala - co stało się swoistym motywem przewodnim całej kariery Urbańskiego. Przed tym sezonem zdobył łącznie dwie bramki i, jak podaje Transfermarkt, miał pięć asyst w dorosłej piłce - ale w środku wyglądał bardzo dobrze. Potrafił napędzić akcję, rozegrać. Wydawało się, że stanie się liderem projektu Edwarda Iordanescu.
Zachwyty nad reprezentantem Polski potrwały jednak tyle, ile nad całym zespołem Rumuna. Z biegiem czasu Urbański wcale się nie rozkręcał. Słabiej wyglądała Legia, słabiej wyglądał on sam. Stopniowo tylko tracił na znaczeniu. Kiedy zaś stery w Warszawie przejął Marek Papszun, Urbański de facto zniknął. W czterech ostatnich spotkaniach sezonu nawet nie podniósł się z ławki. W ostatnich 10 tylko dwukrotnie zagrał ponad 30 minut i zaledwie raz znalazł się w pierwszym składzie. Po chwilowym zachłyśnięciu się zdolnym zawodnikiem nie pozostał nawet ślad.
Szukająca oszczędności Legia postanowiła zrezygnować z 21-latka. Kadrowicz był jednym z najlepiej opłacanych w zespole, według Przeglądu Sportowego inkasował około 600 tysięcy euro rocznie. Z tego względu nie każdy klub w ogóle spoglądał w stronę Urbańskiego. Sam Górnik, w którym pomocnik ostatecznie wylądował, musiał przeliczyć, czy na piłkarza go stać. Okazało się, że - między innymi dzięki sprzedaży Wiktora Nowak - da się taki ruch zrealizować.
Na ten moment nikt w Zabrzu nie żałuje, bo odświeżony Urbański wygląda bardzo dobrze. Podpisał długą umowę, kontrakt obowiązuje do 30 czerwca 2028 roku z opcją przedłużenia o kolejne dwa lata, ale w klubie nie spodziewają się, że zostanie wypełniony w całości. Powód ma być inny niż w Legii. Górnik za jakiś czas chciałby Urbańskiego sprzedać ze sporym zyskiem. Pierwszy krok w tym kierunku został wykonany, a wciąż niski wiek piłkarza tylko sprzyja podobnym marzeniom.
Grunt to mieć plan
Legia nie miała pomysłu na wykorzystanie Urbańskiego. Obie strony wzajemnie się zawiodły - w klubie panowała uciążliwa rotacja trenerów, a zawodnik nie dawał podstaw, aby konsekwentnie na niego stawiać. W maju Papszun przyznał, że współpraca zupełnie się nie ułożyła, a on sam traktuje ją jako porażkę. Nie było lepszego podsumowania tego, jak bardzo nie wyszedł pobyt przy Łazienkowskiej.
- Traktuję to trochę jako swoją małą porażkę, że nie udało mi się zbudować go w taki sposób, żeby był dziś jedną z wiodących postaci drużyny. Na pewno nad tym ubolewam - przyznał szkoleniowiec. Niedługo później piłkarza już w klubie nie było. Przeszedł do Górnika, gdzie z miejsca miał grać w pierwszym składzie.
W trakcie letniego okienka Zabrzanie przeprowadzili istną rewolucję. Odejście Nowaka siłą rzeczy nie odcisnęło żadnego piętna na zespole, ale przecież pożegnani zostali też Lukas Ambros i Patrik Hellebrand. Środek pola przypominałby ziejącą pustką dziurę, gdyby nie sprawne działania podjęte przez włodarzy. Łukasz Milik przez kilka tygodni zabiegał o Urbańskiego, przekonywał zawodnika i dopiął swego. Później, w jeszcze bardziej spektakularnym stylu, udało się sprowadzić Paulo Bernardo, o czym pisaliśmy TUTAJ. Do ekipy Michala Gasparika trafił też Maximilian Dietz. Cała trójka niemal z miejsca wskoczyła do podstawowego składu. Było to nieco wymuszone ze względu na kontuzję Jarosława Kubickiego, ale i tak dało się odnieść trafne wrażenie, że Górnik nie zrealizował przypadkowych transferów. Wybrał zawodników, którzy mają grać, aklimatyzować się na murawie. Konkretów wymagano od samego początku.
Dla Urbańskiego była to pierwsza taka sytuacja w karierze. W dotychczasowych siedmiu spotkaniach młody pomocnik zawsze zaczynał w pierwszym składzie. Dość niespodziewanie wystrzelił z konkretami - ma na koncie dwa gole i dwie asysty, w żadnym klubie nie wykręcił lepszych liczb. Jasne, bramki to efekt skutecznych uderzeń z rzutów karnych, ale sam fakt, że Urbański, chłopak charakteryzowany jako zawodnik o dość kruchej psychice, został wyznaczony do “jedenastek”, świadczy o dużym zaufaniu ze strony Gasparika.
Słowak szybko się z 21-latkiem polubił, w czym niewątpliwie pomogła zaskakująca uniwersalność. Urbański, kojarzony raczej niemal wyłącznie z ofensywnym graniem, okazał się bardzo kompetentny w odbiorze piłki. Przesunięcie go do tyłu w kilku spotkaniach było pomysłem trafionym. W rewanżu z Fenerbahce reprezentant miał 11 akcji w defensywie. Dietz i Lukas Sadilek - towarzyszący Polakowi w środku pola - kolejno trzy i cztery.
- Każdy pyta, czy Urbański da radę w Górniku, a dzisiaj już mieliśmy odpowiedź. Popatrzcie na jego statystyki w defensywie przeciwko Fenerbahce, ale nie tylko. To kompleksowy, inteligentny piłkarz. Przeciwko Śląskowi zagrał na trzech pozycjach - ocenił Gasparik już pod koniec lipca.
Utrzymać się na fali
Rzecz jasna nie wszystkie spotkania w wykonaniu Urbańskiego były tak udane. Rewanż z Ferencvarosem miał na poziomie co najwyżej średnim. Aż siedmiokrotnie stracił piłkę, przegrał zdecydowaną większość pojedynków. Nie stworzył kolegom żadnej sytuacji, skuteczność podań progresywnych ledwo przekroczyła 50%. Po udanym wejściu, ale też ogólnie dobrej prezencji zespołu (która poskutkowała jedynie porażką w dobrym stylu) było to spore rozczarowanie.
Z tego też względu wielu niechętnie patrzących na rozwój kariery Urbańskiego - od dłuższego czasu mowa była raczej o stagnacji i to w najlepszym razie - otrzymało wodę na młyn. Zaczęto spekulować, że 21-latek podąży drogą z Legii. Dobry start, później średnio, a im dalej w las, tym zdecydowanie gorzej. Wyroki w futbolu wydawane są tak szybko, że trudno nadążyć z weryfikacją.
Celem Górnika i samego piłkarza stało się wytrącenie argumentu wszystkim sceptykom. Okazji nie powinno brakować - Zabrzanie mają naprawdę mocny skład, a wiele wskazuje na to, że czeka ich rywalizacja na jedynie dwóch frontach. W tej sytuacji powtórzenie wyniku z poprzedniego sezonu będzie może nie tyle oczekiwane, ale kolejne podejście pod europejskie puchary to zupełnie inna sprawa.