Sławomir Peszko skomentował zamieszanie w Legii Warszawa. "Nie dziwię się prezesowi Mioduskiemu"

Sławomir Peszko skomentował zamieszanie w Legii Warszawa. "Nie dziwię się prezesowi Mioduskiemu"
własne/MaciejGillert/shutterstock.com
- Sytuacja w Legii wymknęła się spod kontroli. Ale nie dziwię się, że Dariusz Mioduski nie ma zamiaru się poddać i nie myśli o sprzedaży klubu. Bo jak to by wyglądało? Nie idzie, to składamy broń i wywieszamy białą flagę, wycofujemy się? - pyta w swoim najnowszym felietonie “Setka z Peszkinem” Sławomir Peszko. Były reprezentant Polski gorąco komentuje wielki chaos w szeregach mistrzów Polski. Jest o Vukoviciu, wyborze kapitana i, co istotne, przyszłości Bartosza Kapustki.
Sytuacja w Legii wymknęła się spod kontroli. Granica została przekroczona. Napaść na piłkarzy to za dużo. Nigdy czegoś takiego nie popierałem. Wprawdzie sam byłem w zbliżonej sytuacji jako zawodnik, ale nigdy nie doszło do rękoczynów. Zawsze była to "wychowawcza" rozmowa, w mocnych słowach. I taka by tutaj bardziej pomogła.
Słychać, że niektórzy zaatakowani gracze chcą rozwiązywać kontrakty, za co spotyka ich krytyka ze strony fanów. Trzeba pamiętać, że to są piłkarze zagraniczni, którzy, tak jak zapewne Mahir Emreli, zaraz stąd wyjadą i nic ich z klubem łączyć już nie będzie. To nie przykład Jasmina Buricia w Lechu czy Flavio Paixao w Lechii, więc też trudno się komukolwiek dziwić, że nie wiąże swojej przyszłości z Warszawą, szczególnie teraz.
Chyba że ci, co mieli ucierpieć, będą chcieli wyjść z twarzą wśród kibiców i postanowią grać dalej. Ja zresztą na miejscu wszystkich zawodników chciałbym odkupić swoje winy na boisku, zrehabilitować się za te wyniki, za ostatnie miejsce w tabeli.
Cóż, trudno generalnie złożyć ten bajzel do kupy i go ogarnąć. Kibice są sfrustrowani, piłkarze są sfrustrowani. Nic nie idzie. Są jedynie pochopne ruchy "góry" odnośnie trenerów - miał być Leszek Ojrzyński, sporo było o Papszunie, a tu nagle szybko wrócił "Vuko", by ratować sytuację. Z drugiej strony, trudno dzisiaj w Legii o dobrą decyzję, obranie jedynej słusznej drogi. Wiadomo - najlepiej byłoby znaleźć receptę, pójść do apteki, zrealizować ją i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki naprawić to, co szwankuje. Ale to nie takie proste.
Ściągnięcie Vukovicia mimo wszystko wydaje się być sensownym rozwiązaniem. "Vuko" zna ten klub, zna jego władze, zna zespół. Na tę chwilę lepszej opcji nie było, choć ciekawi mnie, co na to Marek Papszun, mimo że ma w Rakowie ważny kontrakt do końca sezonu. Może faktycznie będzie tak, że Aleksandar Vuković wyprowadzi klub z kryzysu i na tym skończy, a przebudowę drużyny szefowie Legii powierzą właśnie Papszunowi.
Uważam jednak, że zmiany kadrowe już zaraz, zimą, są nieuniknione. Kilka roszad w składzie to mus, choć zależy też, jak legioniści zakończą rundę, bo mają jeszcze dwa mecze, z Zagłębiem i Radomiakiem. Może się obudzą, złapią tlen? Przy sześciu punktach łatwiej byłoby spokojnie podejść do przerwy zimowej. Przekalkulować, przeanalizować co się opłaca, podjąć odpowiednie kroki co do wielu zawodników.
Co do samego zespołu. Wśród fanów widać poruszenie, że Legii przyda się nowy kapitan, który zastąpiłby Artura Jędrzejczyka. Nie mam do tego przekonania. Dla mnie kapitan to musi być człowiek mocno związany z klubem, identyfikujący się z kibicami, mający też dobre kontakty z trenerem czy władzami. Musi robić coś poza boiskiem, poza szatnią - być twarzą tej drużyny, klubu. Ważny jest także ogólny staż. Arturowie Boruc i Jędrzejczyk pasują mi do tej roli idealnie. Kogo jeszcze bym wskazał? Nie jest łatwo dokonać wyboru. Może Wieteskę? Ale nie znam go na tyle, by mieć stuprocentowe przekonanie.
Pozytywnym impulsem dla tej drużyny może się także okazać wyczekiwany powrót do gry Bartka Kapustki. Tyle że dla "Kapiego" nie jest to łatwy czas, bo za pół roku kończy mu się kontrakt, a negocjacje na temat nowego utknęły w martwym punkcie. Z tego co wiem - a rozmawiałem z Bartkiem - to sytuacja jest patowa. W klubie powinni się zastanowić, czy wierzą w piłkarza po kontuzji, czy chcą, by ewentualnie dograł sezon i po prostu odszedł. Nie sądzę jednak, że wyłącznie jeden zawodnik, czy to Kapustka, czy ktokolwiek inny, zdoła uzdrowić Legię. To bardzo, bardzo wątpliwe.
Reasumując, nie dziwię się ogólnej irytacji działaniami klubu. Ale nie dziwię się też, że Dariusz Mioduski nie ma zamiaru się poddać i nie myśli o sprzedaży Legii. Bo jak to by wyglądało? Nie idzie, to składamy broń i wywieszamy białą flagę, wycofujemy się? Czemu miałby się poddać? Ważne, by właśnie w takiej chwili udźwignąć ten ciężar problemów i wrócić na właściwe tory, znów sięgnąć poziomu, na którym Legia przez lata mimo wszystko była.
Kibice - także ci "zwykli" - muszą jednak pamiętać, że Legia nie zawsze będzie mistrzem Polski. Klub ma słabsze momenty w swojej historii. Są spektakularne sukcesy, są trofea, są wielkie transfery jak powrót Artura Boruca, ale trzeba się też odnaleźć w trudnej sytuacji. Wtedy kiedy piłkarzom nie idzie, są problemy finansowe, a do tego dochodzą różne czynniki zewnętrzne, na które ani zawodnik, ani kibic nie ma wpływu. A w Legii sobie z tym nie radzą.

Oferta specjalna SUPERBET

Bonus 1520 PLN + darmowy zakład 34 PLN na start rejestrując konto z kodem "PESZKIN"! - PRZEJDŹ TUTAJ
--------------------------------------------
Superbet to legalny bukmacher. Gra u nielegalnych podlega karze. Hazard może uzależniać. 18+

Przeczytaj również